To fakt... jestem zmęczony - to wstęp przygotowany podczas zmywania. Temat też wtedy przygotowałem.
Rano wstałem, ledwo bo ledwo ale wstałem. Była 6 : 30, ale, że za dzwonek mam ustawioną piosenkę Corrine to pomyślałem - Ale fajnie tak posłucham sobie... zapominając, że to budzik i zaraz zacznie wyć. Stwierdziłem więc - jeszcze 10 minutek. Tak też było. Wstałem wziąłem prysznic, zjadłem nudle cebulova lova, czego potem żałowałem xP No i wybrałem się na pociąg. W nim spałem, potem tramwaj... nawet nie wiem jaki, ale dojechałem do Piłsudskiego. Teraz już wiem, że mogłem wysiąść na niciarce i połowę drogi mieć z głowy. No ale cóż. Miałem dużo czasu, więc sobie na Tesco Widzew doszedłem na pieszo, w ok 50 minut, albo mniej.

Potem zjadłem bułeczkę, gumę i zacząłem moją ... ?pracę charytatywną? wraz z Darunią ;3
po jakimś czasie zrobiliśmy sobie przerwę, w której się napiliśmy... i znów do pracy... potem znów przerwa bo kręgosłup wysiadał tudzież nogi. Psychika swoją drogą chwilami też. I tak też wytrwaliśmy.

Podczas stania i "zapraszania do wzięcia udziału w naszej akcji wielkanocnej" miałem różne przemyślenia. Były chwile, że nie przestawałem się uśmiechać, a były i takie gdzie zaciskałem mocno zęby, a i takie kiedy do oczu łzy się cisnęły, a spojrzenie na mnie zupełnie odpychało. Miło się robiło, kiedy ktoś wrzucał coś do koszyka "wielkanocnego". Kiedy ktoś wykazywał zainteresowanie, też było ok. Ale kiedy ktoś perfidnie kiwał głową to kurwica mnie trafiała. Nienawidzę, gdy ktoś jest zupełnie obojętny. Nie znoszę... Rodziła się myśl - ok 5 godzin stania... a tak mało zostało zebrane, przy czym przez sklep przewija się kilka set ludzi wciąż... I rzadko kto pomyśli, żeby chociaż te jedną czekoladę z najtańszej półki za 1,50 kupić. Tudzież batona. Albo byli i tacy, co "podziękowali", a stali obok i opychali się batonem przyczyniając się do polepszenia swojej otyłości... byli i tacy ... na czego myśl mam ochotę ciągle 'kurwić' i w ogóle, którzy przechodzili, patrzyli na ulotkę szybko czytając i szli dalej. Jeden facet po prostu odwrócił się plecami do Darii... :/

Totalna znieczulica... ;? ale już koniec o tym. Właściwie to zapomniałem napisać o tym, że najbardziej się dobijałem jak stałem patrzyłem na tych ludzi, którzy totalnie nie myślą o tym, że są dzieciaki, które nie będą miały okazji doświadczyć takiego normalnego chodzenia po sklepie i kupowania sobie różnych rarytasów, ubrań itp. Bo ich na to nie stać. A oni po prostu mają to głęboko w dupie.

Potem cholernie zmęczony przede wszystkim psychicznie dotarliśmy do szkoły. Połowa osób nie dotarła do Manufaktury z przyczyn różnych. Jedynie crash, amba i maszko z gosią byli. Albo jedynie, albo aż. Bardzo się cieszyłem, że mimo wszystko przyszli. Powiem Ci Czesiu, że sie zajebiście bawiłem. No po prostu super. Tak zajebiście to ja sie dawno nie poczułem, ale jako, że sie wtedy poczułem zajebiście to teraz jakieś głupie myślenie mi się włącza... niepotrzebnie zresztą ale cóż. nvm. Tak czy siak było super... no ekstra po prostu ;D

Wypiłem kilka litrów Pepsi, czego efektem było częste chodzenie do toalety. Wracając już na fabryczny, nie miałem okazji zahaczyć o toaletę, a w pociągu zagadałem się z "mamą Rudego" i nie chciałem przerywać rozmowy ;3 Do domu to już ledwo doszedłem... a w domu big suprise ! Zapomniałem dodać, że w pociągu już mi dziwnie wszystko wyglądało, czułem sie jakoś tak... odlotowo xD no bo taki lekki i w ogóle, a w parku to już mi kostka brukowa uciekała spod nóg xD Jak jadłem do mi ręce latały, że ledwo trafiałem w kurczaka, dobrze, że miałem dwa widelce to jakoś to szło. W domu big suprise bo mamuśka sprzątnęła mi cały pokój z kurzu, umyła świeczniki (owned) i w ogóle porządek na 6...
Tak więc generalnie dzień był sympatyczny... zaraz położę się spać i będę spał ile wlezie ;) wcześniej tylko jeszcze sie napiję, dzisiaj mógłbym pić i pić ;D Dobranoc Czesiu ;)