niedziela, 30 marca 2008

rozpierdziela mnie

móstwo rzeczy... to fakt... ostatnio naprawdę bardzo dużo rzeczy biorę do siebie... znaczy w sensie że przejmuję sie, zamiast olać... no tyle rzeczy mnie irytuje, dobija. Mam ochotę totalnie zniknąć jak zresztą nie pierwszy raz. Wiesz Czesiu... mam ochotę najnormalniej przestać myśleć. Szkoda, że człowiek nie może od tak pójść spać i spać ile mu sie chce.
Nie mogłem się doczekać warsztatów. Miałem ochotę się właśnie... jakby wyszaleć. Cholernie mi tego brakowało. Powinienem robić Polski ale mi sie nie chce... więc jednak mogłem wyjść na dwór, ale kto wie, może się jeszcze zmobilizuje? Dupa... nie zmobilizuje się bo i tak mało czasu zostało, a nie zamierzam kłaść się nie wiadomo jak późno."

Tęsknię za Tobą Czesiu... jakoś ostatnio nasz kontakt tak podupadł... jak to zresztą gdy sam wiesz kiedy... Jesteś niesamowitym człowiekiem. Nigdy się na Tobie nie zawiodłem... Do dziś pamiętam jak wyglądasz... jak siedzisz... jak spoglądasz na monitor.

czwartek, 20 marca 2008

Chcesz mi zaimponować to bądź o 8

Wczoraj... na spotkaniu PCK było fajnie. Zresztą tam jest zawsze fajnie XD zawsze jest bardzo wesoło. W ogóle ostatnio... jest ze mną jak w pierwszej liceum... jest fajnie, kolorowo, wesoło. Na PCK poznałem niesamowity wiatrak... o tak... jest naprawdę niesamowity... Miałem z nim wiele zabawy xD



Z Darią bawiliśmy się w gwiazdy sesji fotograficznych, czego efekt poniżej i powyżej ;p

Potem rura na pociąg i cudem udało mi się zdarzyć a to tylko dlatego, ze jakaś babeczka nie kupiła biletu i pociąg na nią czekał ;)

Potem przyszedłem do domku, gdzie czekał zajebiszczy obiad.

Potem z Ełką poszedłem na zakupy. Nawiasem mówiac, ten jej Jacek wporzo koleś jest ;) No i wziąłem prysznic, i rura do Ełki ;P z bagażami... bo rano dzisiaj robiłem gofry. W ogóle to były takie sobie... znaczy ta masa zła wyszła, ale gofry były gites z owocami i bitą śmietaną ;) W nocy oglądaliśmy filmy. W połowie 2 usnąłem ;p pierwszy był totalnie do dupy - Moulin Rouge... a drugi - genialny, Mulholand Drive. Jako, ze widziałem początek już trzeci raz to usnąłem na nim, i byłem nieco zmęczony. Ale film gites i muszę go dokończyć ;) Potem Ełka zabrała boysa na górę, no to ja i Agata tez się zwinęliśmy... I bylem naprawdę szczęśliwy (patrz niżej ;)


Rano super śniadanie - było tak fajnie, rodzinnie ;P zrobiłem gofry, potem posprzątaliśmy, wróciłem do domu i nic nie robię... normalka ;) ale już wiem co mam robić wiec się za to zabiore ;3

I jeszcze jedno... Ostatnio naprawdę jestem gudim... takim z 1 klasy liceum... i dobrze mi tym, znów jest schizowo, kolorowo, ale i tak to się niedługo skończy ;P coś się spierdoli ale trzeba się cieszych chwila ;)

Zdecydowanie muszę używać mnie wulgaryzmów

wtorek, 18 marca 2008

W tym wypadku nauka nieco się pośpieszyła

Śnieg pada... zimno... klasówka z włoskiego.
A ja po prostu bym się napił wódki.

poniedziałek, 17 marca 2008

Zdewociałe warzywka

No tak... odpierdalam a co... moje myślenie mnie zaskakuję... ale jest ono wywołane pewnymi okolicznościami jeśli chodzi o jedną sprawę... ale jak tu tak nie myśleć? Ale trzeba to olać, bo nie można wiecznie rozkminiać... zastanawiać się, przeżywać i w ogóle..

niedziela, 16 marca 2008

Nie panuje nad sobą T.T

Dziś rano... obudziłem się... spojrzałem na telefon - nie odebrane połączenie. Patrze jakie? +447... i tak dalej...domyślam się, że 44 to kierunkowy czy coć... ale numer ma 10 cyferek o.o? No dobra w pierwszej chwili pomyślałem - Pewnie dyzio dzwonił czy ktoś w sprawie takowej, czy jest dzisiaj próba. A była 9 30. Po chwili patrzę jeszcze raz. Głuchy był o 0, 32. No myślę sobie ciekawe. Patrze niżej, a tam jeszcze głuchy od zastrzeżonego numeru o 23 07 i wyżej owy magiczny długi numer wybrany przeze mnie również o 23 07... przy czym ja nie pamiętam, żebym komuś puszczał głuchego ani nic. Sprawdziłem na orange - na całe szczęście nie połączyłem sie ani nic. No ale zagadka wciąż jest - jak to ja mogłem dzwonić, kto do mnie dzwonił... do kogo ja dzwoniłem ? ...

A tak odchodząc od tego tematu to E. B. ma opis "znowu to samo...=(=( mam dosyć!" przy czym wczoraj było coś w stylu - Chleje z 'kimśtam' xD czy chodzi znowu o 'kaca' xD

A na zdjęciu my honey ;* niedługo wyklują sie jej maluszki ^^

sobota, 15 marca 2008

O tak

To fakt... jestem zmęczony - to wstęp przygotowany podczas zmywania. Temat też wtedy przygotowałem.
Rano wstałem, ledwo bo ledwo ale wstałem. Była 6 : 30, ale, że za dzwonek mam ustawioną piosenkę Corrine to pomyślałem - Ale fajnie tak posłucham sobie... zapominając, że to budzik i zaraz zacznie wyć. Stwierdziłem więc - jeszcze 10 minutek. Tak też było. Wstałem wziąłem prysznic, zjadłem nudle cebulova lova, czego potem żałowałem xP No i wybrałem się na pociąg. W nim spałem, potem tramwaj... nawet nie wiem jaki, ale dojechałem do Piłsudskiego. Teraz już wiem, że mogłem wysiąść na niciarce i połowę drogi mieć z głowy. No ale cóż. Miałem dużo czasu, więc sobie na Tesco Widzew doszedłem na pieszo, w ok 50 minut, albo mniej.

Potem zjadłem bułeczkę, gumę i zacząłem moją ... ?pracę charytatywną? wraz z Darunią ;3
po jakimś czasie zrobiliśmy sobie przerwę, w której się napiliśmy... i znów do pracy... potem znów przerwa bo kręgosłup wysiadał tudzież nogi. Psychika swoją drogą chwilami też. I tak też wytrwaliśmy.

Podczas stania i "zapraszania do wzięcia udziału w naszej akcji wielkanocnej" miałem różne przemyślenia. Były chwile, że nie przestawałem się uśmiechać, a były i takie gdzie zaciskałem mocno zęby, a i takie kiedy do oczu łzy się cisnęły, a spojrzenie na mnie zupełnie odpychało. Miło się robiło, kiedy ktoś wrzucał coś do koszyka "wielkanocnego". Kiedy ktoś wykazywał zainteresowanie, też było ok. Ale kiedy ktoś perfidnie kiwał głową to kurwica mnie trafiała. Nienawidzę, gdy ktoś jest zupełnie obojętny. Nie znoszę... Rodziła się myśl - ok 5 godzin stania... a tak mało zostało zebrane, przy czym przez sklep przewija się kilka set ludzi wciąż... I rzadko kto pomyśli, żeby chociaż te jedną czekoladę z najtańszej półki za 1,50 kupić. Tudzież batona. Albo byli i tacy, co "podziękowali", a stali obok i opychali się batonem przyczyniając się do polepszenia swojej otyłości... byli i tacy ... na czego myśl mam ochotę ciągle 'kurwić' i w ogóle, którzy przechodzili, patrzyli na ulotkę szybko czytając i szli dalej. Jeden facet po prostu odwrócił się plecami do Darii... :/

Totalna znieczulica... ;? ale już koniec o tym. Właściwie to zapomniałem napisać o tym, że najbardziej się dobijałem jak stałem patrzyłem na tych ludzi, którzy totalnie nie myślą o tym, że są dzieciaki, które nie będą miały okazji doświadczyć takiego normalnego chodzenia po sklepie i kupowania sobie różnych rarytasów, ubrań itp. Bo ich na to nie stać. A oni po prostu mają to głęboko w dupie.

Potem cholernie zmęczony przede wszystkim psychicznie dotarliśmy do szkoły. Połowa osób nie dotarła do Manufaktury z przyczyn różnych. Jedynie crash, amba i maszko z gosią byli. Albo jedynie, albo aż. Bardzo się cieszyłem, że mimo wszystko przyszli. Powiem Ci Czesiu, że sie zajebiście bawiłem. No po prostu super. Tak zajebiście to ja sie dawno nie poczułem, ale jako, że sie wtedy poczułem zajebiście to teraz jakieś głupie myślenie mi się włącza... niepotrzebnie zresztą ale cóż. nvm. Tak czy siak było super... no ekstra po prostu ;D

Wypiłem kilka litrów Pepsi, czego efektem było częste chodzenie do toalety. Wracając już na fabryczny, nie miałem okazji zahaczyć o toaletę, a w pociągu zagadałem się z "mamą Rudego" i nie chciałem przerywać rozmowy ;3 Do domu to już ledwo doszedłem... a w domu big suprise ! Zapomniałem dodać, że w pociągu już mi dziwnie wszystko wyglądało, czułem sie jakoś tak... odlotowo xD no bo taki lekki i w ogóle, a w parku to już mi kostka brukowa uciekała spod nóg xD Jak jadłem do mi ręce latały, że ledwo trafiałem w kurczaka, dobrze, że miałem dwa widelce to jakoś to szło. W domu big suprise bo mamuśka sprzątnęła mi cały pokój z kurzu, umyła świeczniki (owned) i w ogóle porządek na 6...

Tak więc generalnie dzień był sympatyczny... zaraz położę się spać i będę spał ile wlezie ;) wcześniej tylko jeszcze sie napiję, dzisiaj mógłbym pić i pić ;D Dobranoc Czesiu ;)

czwartek, 13 marca 2008

Wiosenny element

Ja nie wytrzymam... ;D zawsze jak zaczynam pisać to chce zacząć od "a więc"... no po prostu zawsze... no ale cóż Czesiu...
Wiesz piszę do Ciebie, bo po prostu mam ochotę napisać Ci coś pozytywnego... Dziś sobie pomyślałem, że skoro tydzień sie kończy, wszystko powoli sie zamyka... tak mam ochotę po prostu wprowadzić do Ciebie trochę pozytywnej atmosfery mimo, że tak do końca pozytywnie nie jest ;) Powiem, Ci, że chciałbym, żeby mój brat już wrócił i ewcia... ale to tyle na ten temat.

O jaa... moja super świecąca się w ciemności skóra ;D

Do mojego pokoju wprowadziłem wiosenny element, a nawet kilka ich jest... są to kwiatuszki, rzeżuszka czy coś takiego, i jeszcze coś, zaraz zrobię fotkę to wrzucę ;) wait a minute maan... właśnie usuwają się bardzo stare zdjęcia... ookey.

Zrobione... wracając... to sam już nie wiem jak jest... wiesz jak zwykle... taka prawda ;p jak zawsze jest pokręcone, jak zawsze ja wszystko przeżywam ;p i jestem zmęczony i jak miałem ochotę się rozpisać tak mi sie naprawdę spać coraz bardziej chce... że hej ;p

W pozytywny sposób napiszę, że zaczyna mnie przerażać fakt, że cała sobota i niedziela wychodzi mi z tygodnia... i ucieka jak reszta dni... i tak naprawdę rezygnowałem z jednych przedmiotów na rzecz drugich w szkole a i tak źle napisałem i kiszka... xD ale cooo tam... ważne jest, że sie napisało, teraz tylko czas się wziąć do nauki. Co ma być to będzie ;)

Powiem jeszcze tak, strasznie się cieszę na wizytę jutro u mojej wychowawczyni z gimnazjum. Z pałką zrobimy jej coś słodkiego i będzie fajnie gites mayonez truskawka ;p

Tak na ogół Czesiu to jest wporzo, ale najgorsze jest jak człowiek wraca do domu, zaczyna myśleć, ma sie uczyć... wtedy jest coraz gorzej i gorzej... dlatego niewyobrażam sobie, mieć teraz wolne, but from the other side to chciałbym sie wyspać... wyjść na dwór porobić zdjęcia. No bo kto powiedział, że czas wolny to siedzenie i nudzenie sie... no ale niestety właściwie w moim wypadku to najczęściej to tak wygląda. Zamiast zrobić coś pożytecznego gudi się 'opierdala'... no tak tak Czesiu to fakt.

Muszę przyznać, że Gotan Project wymiata... no jak pierwszy raz słuchałem tego w domu i robiłem do tego etiudke to ... odlot... no po prostu odlot to jest ge-nial-ne... to co wtedy czułem i w ogóle...

Cieszę się, że w tym tygodniu dostałem 2x 6 z wf'u... ciesze się, bo w tamtym półroczu w życiu nie zrobiłbym tego co teraz. A więc moje ćwiczenia nie poszły na marne, ale nadal będę ćwiczyć ;)

No i patrz... kurde no właśnie Czesiu ! Takie małe rzeczy, a cieszą, i to jak... to ważne żeby o tym pamiętać. Ja Ci powiem, że uwielbiam np myć zęby... chodzić ze szczotką w buzi po domu i sobie myć. Nie lubię stać w łazience. Ojciec Grzegorz zawsze mnie opierdziela, że w ubraniu i w ogóle. Najfajniej ostatnio tak sie zamotałem, że zapomniałem i w kurtce myłem ^^ Taka mała rzecz a cieszy.

Cieszy mnie również fakt moich włosów, których z każdym dniem ubywa ale pracuje nad tym xD no uwielbiam jak idę i wiatr wieje mi w twarz, a włosy podnoszą sie w górę krzycząc - dziewice, ręce w góre xDD. Wtedy widać mi całe czoło i wyglądam jak przychlast ale jest super. Jak tak człowiek sie zastanowi co go cieszy, to aż się lżej na duszy robi. Problemy te, których chwilowo nie da się rozwiązać trzeba odłożyć na bok. Wszystko powoli i w swoim czasie.

I lubię zieleń zdecydowanie... zieleń jest taka pozytywna... słońce... kto tego nie lubi ? ;) Kiedy wstaje rano i mam taki przepiękny widok za oknem to jak tu sie nie cieszyć ;D

W ogóle wiatr jest gites ;) ... zdecydowanie za często używam gites...

I na koniec - o matko... już godzinę spędziłem na pisanie notatki... ale to dobrze ;D Tylko co poniektórzy się pewnie zanudzą... takie życie, raz z górki raz pod górkę ;)

I wiecie... wiosenny element w pokoju jest naprawdę fajny ;)

Dobranoc Czesiu :*

środa, 12 marca 2008

If she stay with you...

Wiesz, znowu się zaczyna to co ostatnio... nie chce mi się pisać o tym co pozytywnego wydarzyło się w moim życiu... tylko kiedy mój stan jest już dość krytyczny wylewam żale tutaj... przeraża mnie to Czesiu, bo nie chce żeby było jak ostatnio... losing hope is easy...
szaro

sobota, 8 marca 2008

oj

ja pierdole,
czesiu...

Świat w :okresie:

Tak tak... powtórzę

ja pierdole

i tymczasem bardzo powoli zbieram sie do spania.

Espress yourself

Wiesz, zauważyłem Czesiu, że ostatnio coraz częściej są tu wulgaryzmy... myśląc o tym co napisze do Ciebie zacząłem rozkminiać, dlaczego bluźnie, jak sobie to wytłumaczyłem to stwierdziłem, że to głupie... więc nie będę rozkminiać... tylko podsumuje dzisiejszy dzień.

Ja pierdole

środa, 5 marca 2008

Spontan

Pisząc tytuł notki jak nigdy chyba pomyślałem, że warto napisać, że rzadko kiedy w większym stopniu tytuł nawiązuję do treści notatki. Bardzo często to jest właśnie taki spontan.

Pomyślałem sobie przepisując właśnie coś ze "skana" do word'a, że fajnie było by kupić sobie nową klawe. Nie zastanawiając się po prostu za bardzo zobaczyć jaka mi sie podoba, jaka jest naprawdę dobra i kupić. I wiesz Czesiu, że kiedy miałem już tą myślą podzielić się z Ambą i Petrem, to zacząłem się zastanawiać, że to jest jednak jakiś wydatek, że pieniądze które uzbierałem przepadną, że tak naprawdę nie jest mi potrzebna nowa klawiatura bo ta jest sprawna w 100%. Zacząłem myśleć, że warto by kupić nagrywarkę dvd. Następnie uruchamia się we mnie sumienie... że tak powiem wpojone przez mojego ojca... - czy warto? - czy mi to tak naprawdę jest niezbędne, potrzebne? ... i cały pomysł upada i dalej jestem z niczym z niewielką kasą na koncie. Następnie uruchamia się myśl - powinienem te kasę przeznaczyć na cele wyższe... chociażby repetytorium z historii, lekcje angielskiego... Jednym słowem, potrzebna mi jest rozmowa z Rudym odświeżenie odpowiedniego podejścia. Pierdolone sumienie kurwa... wkurwia mnie na maksa takie rozkminianie tego... zachowuję się jak jakiś pustak. Zaczyna mnie gryźć sumienie, że są ludzie, którzy nie mają na chleb... ale, przecież nie można wiecznie się tym zamartwiać, o sobie też trzeba pomyśleć ;?

sobota, 1 marca 2008

Surówka + przedawkowanie + lepsze niż wcale

Czesiu, dziś byłem w dobrym na stroju... dziś a właściwie wczoraj bo już po północy. Przedwczoraj natomiast otrzymałem tę dawkę optymizmu której mi brakowało. Było super... byłem pełen energii w związku z tworzeniem nowego projektu... pierwszego takiego mojego...

Dzień zacząłem dość wcześnie, bo o piątej rano. Łóżko wołało mnie... więc wysłuchałem je i na chwile jeszcze się położyłem - naturalnie już było złożone, ażby i kołdra mnie nie wołała. I potem śniadanie... potem pełen energii mimo wczesnej godziny udałem się w stronę stacji, po drodze robiąc badziewne zdjęcie...


Później matma już w szkole, której nic nie umiałem a kartkóweczka się kłania. W pociągu natomiast uśmiałem się i pogadałem z Pałką. Później beznadziejne przedstawienie o nazwie "Tchórz"... nc/q

Następnie powrót do domu, odwiedziny u babci, mycie kwiatka (bluuszcz ^^ )... potem

powrót do domu

A potem już tylko pogłębiająca się depresja, której efektem było załamanie... nie skomentuje co przez co bo i mi słów brak i sił. Poniżej zretuszowany gudi po totalnym załamaniu...

Następnie na poprawę sobie humoru... i tak było odwrotnie bo mama sie czepiała itp... ale zrobiłem surówkę, a zmywając zobaczyłem zresztą uśmiech i od razu ludzika... doprawdy dziwnie dziś... a o to ja pocieszony... ale jak zjadłem to mi nie dobrze było...

Poniżej nieco już marchewkowy...


To takie jak zwykle pieprzenie kotka za pomocą młotka... ale Ty jedyny wiesz co czułem... po to są przyjaciele by im mówić co na duszy leży... ale do tego trzeba mieć przyjaciół z gwiazdeczką przy literce ł... * ...

Czułem się... jakby to był jakiś inny świat... Wciąż chce zabić mój 'mind'...

Dobranoc Czesiu...