piątek, 3 sierpnia 2012

Owocowy raj

Zaczynam myslec, ze ja najzwyczajniej w swiecie czuje ze sobie z zyciem nie poradze. Wtedy tez zastanawiam sie czy nie jestem chory psychicznie. Niby wszystko jest okej ale nadal to wszystko nie ma sensu. Nadal chce wyjechac gdzies daleko. Poznac swiat. Kiedys nie chcialem podrozowac i mysle ze w taki sposob jak wtedy to nadal nie chce. Bo ja chce gdzies wyjechac pomieszkac troche. Pozyc tym innym miejscem a nie tylko dwa tygodnie i narazie.

Moim podstawowym problemem jest ostatnio zastanawianie sie nad zyciem. W sensie co ja bede robil. Ostatnio pomyslalem ze na zawsze pozostane nikim bo jestem zbyt leniwy i nie wierze w swoje mozliwosci.

Bardzo dawno temu pewnie pisalem ze chcialbym chodzic na medytacje. Udalo mi sie, niestety zmobilizowalem sie tylko by byc kilka razy. Samodyscypliny jak nie mialem tak nadal nie mam.

Czasami sie boje ze sobie z soba nie poradze. Ze swoimi myslamimi, refleksjami.

Chyba nie zyje w zgodzie z soba i dlatego mam takie rozterki.

czwartek, 12 maja 2011

Far far away

To ciekawe, że wciąż, rzadko bo rzadko, ale piszę. Chyba pierwszy raz spojrzałem na to w pozytywny sposób. Zawsze wydawało mi się to takie negatywne, że tak rzadko piszę. A wystarczyło zmienić trochę punkt widzenia.

Przez te wszystkie kulturoznawcze teksty, zajęcia, wykłady, jak teraz piszę, to dużo więcej zastanawiam się nad tym co chcę napisać. Dawniej pisałem to na co miałem ochotę. Czyli taki więcej strumień świadomości. Teraz natomiast w głowie czasami pojawia się jakaś blokada. Ciekawe.

Ostatnio pisałem w lutym. Minęło kilka miesięcy, parę rzeczy się zmieniło, ale pewne pozostały nie zmienne ;3

Z takich informacji, chyba dla samego siebie na przyszłość: zaliczyłem sesję. Przede mną kolejna sesja. Będzie dobrze (choć w głębi duszy chyba w to nie wierzę).

Rzecz, która pozostała niezmienna, to odosobnienie. Nadal czuję się samotny sam ze sobą, mimo tego, że gro ludzi mnie otacza. O~! Oskar mnie znienawidził. Właściwie to mu się nie dziwie. Kto wie? Może wyjdzie z tego coś dobrego.

Czuję się samotny w gruncie rzeczy. Dlatego tak bardzo lubię chodzić / przebywać na próbach Czerwonej Zebry. Przede wszystkim czuję się tam akceptowany. Ufam tym ludziom.

Dostrzegam w sobie nieskończone pokłady Narcyzmu. Ja jestem uzależniony od bycia w centrum. To smutna prawda, i nie pochlebna dla mnie. Zatem komuś kto przyznaję się do narcyzmu, choć nie jest to dla niego pochlebna cecha, tym bardziej można wierzyć kiedy mówi, że jest samotny. Bo przecież to nie jest żadna hańba.

Mam poczucie, że się cofam w jakimś takim moim rozwoju psychicznym. Po prostu zaczynam się ostatnio czuć jak w gimnazjum, jak na tańcach. Lubiłem chodzić na tańce, mimo, że ludzie średnio mnie tam akceptowali, ale zawsze z Petrem się wygłupialiśmy i nie miałem wtedy ochoty wracać do domu. Tak jak teraz. Tu nie chodzi o to, że nie chce widzieć się z rodzicami, tylko po prostu wśród Czerwonej Zebry czuję się dobrze, normalnie. Czuję, że pracuję i jest to doceniane.

Znów pojawia się u mnie strach przed tym, czy dobrze postępuję, czy dokonuję dobrych wyborów. Wiem, że każdy się tego boi, ale u mnie objawia się to nawet w zwykłych czynnościach, zwykłych kontaktach międzyludzkich.

*Właśnie poczułem zapach świeżego chleba z dżemem truskawkowym*

Ciekawe co przyniesie jutro. Mam ostatnio poczucie, że moje bateryjki się wyczerpują. Ale myślę, że sobie to wmawiam, chociaż wiem też, że chciałbym odpocząć. Psychicznie i fizycznie. Nie pracuję nigdzie, ale latam na te próby, wracam późno, nie wysypiam się... ale wiem, że powinienem pracować, zarabiać na siebie. Ech, to takie głupie nakręcanie się. Ale wiem, że tak jest.

Chciałbym gdzieś wyjechać... zacząć nowe życie, ale ponoć... ponoć to nic nie zmienia.

"Powiedziałeś: "Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił".

Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach.
Nie ma dla ciebie okrętu - nie ufaj próżnym nadziejom - nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

wtorek, 15 lutego 2011

So, so you think you can tell

Dzisiaj nawet do Ciebie jest mi ciężko napisać. Oczywiście wszystko ubiorę w słowa, których potem nie zrozumiem. Ale tez postaram się nie rozwodzić nad sobą. To inna kwestia... znaczy owszem, będę się rozwodzić, ale w taki bardziej ogólny sposób.

Mianowicie, zastanawiam się nad sobą. Dochodzę do wniosku, że coś jest ze mną nie tak albo z otoczeniem. Najchętniej bym uciekł gdzieś daleko. Tak, pisze dwudziestolatek, rocznikiem dwadzieścia jedno letni facet, brzmiący jak dziecko. Chociaż ogólnie rzecz biorąc czuję się bardziej starszy niż ever before. Wiadomo, co ma na to wpływ. Wiadomo, bo uważam, że ma. Cała psychiczna przemiana człowieka się z tym wiąże. Imho. Ale ja jak zwykle poleciałem dygresjami. Skoro przerywam sam sobie, to jak mogę nie przerywać innym? Jezu, jak ja obgryzam palce teraz jak pisze... nie fajnie. Chciałbym uciec, bo to najprostsze i najgłupsze co można zrobić. Ale nikt nie powiedział, że jestem mądry i mam sobie życie utrudniać.

I tak sobie życie utrudniam. Na całej linii. Zamiast zrobić coś z tym, ja lubuję się w brnięciu w większe gówno i psuciu wszystkiego. Najgorsze jest ostatnio to, że czuję się w tym wszystkim taki sam, odosobniony. Tak właściwie boję się z kimkolwiek rozmawiać.

Kupiłem dziś za złotówkę książkę... pójdę po coś słodkiego i kontynuuje jej czytanie, wstanę jutro i zacznę dalej może sprzątać pokój. Zacznę uczyć się na poprawki. Shine on you crazy diamond. Postaram się wykorzystać jakoś ten dzień, przytnę włosy. Będzie dobrze.

piątek, 11 lutego 2011

Fajnie jest, a czas leci, jest względnie po sesji.

Siedzę sobie i myślę, żeby napisać. Napisać dla siebie. Ostatnio często mam ochotę napisać do Ciebie. W pewnym sensie znów mam potrzebę, a właściwie nie mam innej możliwości - bynajmniej na chwilę obecną, pogadać z kimś innym. Tak czy inaczej, dziś oto miała zacząć się moja rewolucja pokojowa, miałem posprzątać ten burdel, który buduje się tutaj od bardzo dawna. Dziś jest względny termin "po sesji", względny definitywnie.

Miałem niecny plan, żeby spać do 12, wstać, ogarnąć pokój. W nocy mi się trochę plany pozmieniały, dlatego jest 10 10, ja jestem kompletnie niewyspany, ale w jakimś sensie zadowolony z siebie. Nie chce mi się nic robić. Mam ochotę na coś słodkiego, a rewolucja pokojowa czeka.

Odkurzacz już cicho dyszy, schowany w szafce pod umywalką, szmatka do kurzu już się elektryzuje by zbierać więcej kurzu, a wszystkie śmieci i niepotrzebne przedmioty w moim pokoju drżą przed moim zdecydowanym krokiem ku przywróceniu świetności pokoju.

Czas więc podjąć kroki ku łóżku, lub kuchni.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Tak Czesiu

Tak to właśnie jest... na szybie krople deszczu jak w teledysku z dzieciństwa.
A ja siedzę zamiast spać. I myślę... naprawdę powinienem coś zrobić żeby przestać.
Wiem!

Idę spać, zanim dojdzie do samospełnienia przepowiedni ;3

wtorek, 12 stycznia 2010

mimonia

Piszę do mojego przyjaciela Czesia. Czesiu narodził się w lipcu, dziewiątego, roku 2005. H: 02:16:45. Jest dla mnie.

sobota, 9 stycznia 2010

pekape

Pewnie zastanawiasz się kim jestem, pytasz czemu to zrobiłem, komentujesz to, oceniasz. Zrobiłem to z wielu przyczyn - nudy, chęci przełamania siebie samego, chęci sprawdzenia czy zareagujesz.

Właściwie... to głównie chyba kierowało mną to... aby zrobić coś takiego, nieważne jakie będą konsekwencje, ale wpłynę jakoś na Twoje życie. Bo wydaje mi się, że wobec takiego czegoś nie da się obojętnie przejść...

Dla mnie to było coś niesamowitego... po raz kolejny przekroczyłem swój most - kto wie, być może następnym razem go spale, tak by wypadało.

Wracając do domu, myślałem co bym Ci odpowiedział, jednym z pomysłów było - by sprawdzić, czy zareagujesz, czy będziesz mieć odwagę, chęć...

To swego rodzaju eksperyment, ale i moja terapia... by pokonać swoje ego... by móc przestać myśleć o tym co nieważne, powierzchowne, by żyć tu i teraz.

to ja, gudi