To ciekawe, że wciąż, rzadko bo rzadko, ale piszę. Chyba pierwszy raz spojrzałem na to w pozytywny sposób. Zawsze wydawało mi się to takie negatywne, że tak rzadko piszę. A wystarczyło zmienić trochę punkt widzenia.
Przez te wszystkie kulturoznawcze teksty, zajęcia, wykłady, jak teraz piszę, to dużo więcej zastanawiam się nad tym co chcę napisać. Dawniej pisałem to na co miałem ochotę. Czyli taki więcej strumień świadomości. Teraz natomiast w głowie czasami pojawia się jakaś blokada. Ciekawe.
Ostatnio pisałem w lutym. Minęło kilka miesięcy, parę rzeczy się zmieniło, ale pewne pozostały nie zmienne ;3
Z takich informacji, chyba dla samego siebie na przyszłość: zaliczyłem sesję. Przede mną kolejna sesja. Będzie dobrze (choć w głębi duszy chyba w to nie wierzę).
Rzecz, która pozostała niezmienna, to odosobnienie. Nadal czuję się samotny sam ze sobą, mimo tego, że gro ludzi mnie otacza. O~! Oskar mnie znienawidził. Właściwie to mu się nie dziwie. Kto wie? Może wyjdzie z tego coś dobrego.
Czuję się samotny w gruncie rzeczy. Dlatego tak bardzo lubię chodzić / przebywać na próbach Czerwonej Zebry. Przede wszystkim czuję się tam akceptowany. Ufam tym ludziom.
Dostrzegam w sobie nieskończone pokłady Narcyzmu. Ja jestem uzależniony od bycia w centrum. To smutna prawda, i nie pochlebna dla mnie. Zatem komuś kto przyznaję się do narcyzmu, choć nie jest to dla niego pochlebna cecha, tym bardziej można wierzyć kiedy mówi, że jest samotny. Bo przecież to nie jest żadna hańba.
Mam poczucie, że się cofam w jakimś takim moim rozwoju psychicznym. Po prostu zaczynam się ostatnio czuć jak w gimnazjum, jak na tańcach. Lubiłem chodzić na tańce, mimo, że ludzie średnio mnie tam akceptowali, ale zawsze z Petrem się wygłupialiśmy i nie miałem wtedy ochoty wracać do domu. Tak jak teraz. Tu nie chodzi o to, że nie chce widzieć się z rodzicami, tylko po prostu wśród Czerwonej Zebry czuję się dobrze, normalnie. Czuję, że pracuję i jest to doceniane.
Znów pojawia się u mnie strach przed tym, czy dobrze postępuję, czy dokonuję dobrych wyborów. Wiem, że każdy się tego boi, ale u mnie objawia się to nawet w zwykłych czynnościach, zwykłych kontaktach międzyludzkich.
*Właśnie poczułem zapach świeżego chleba z dżemem truskawkowym*
Ciekawe co przyniesie jutro. Mam ostatnio poczucie, że moje bateryjki się wyczerpują. Ale myślę, że sobie to wmawiam, chociaż wiem też, że chciałbym odpocząć. Psychicznie i fizycznie. Nie pracuję nigdzie, ale latam na te próby, wracam późno, nie wysypiam się... ale wiem, że powinienem pracować, zarabiać na siebie. Ech, to takie głupie nakręcanie się. Ale wiem, że tak jest.
Chciałbym gdzieś wyjechać... zacząć nowe życie, ale ponoć... ponoć to nic nie zmienia.
"Powiedziałeś: "Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił".
Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach.
Nie ma dla ciebie okrętu - nie ufaj próżnym nadziejom - nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.
czwartek, 12 maja 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)