niedziela, 25 października 2009
Otwórz oczy
Zamknij oczy... spójrz i zobacz te ogromną polanę z garstką drzew w oddali... wszystko w czerwono złotych barwach zachodzącego słońca... w oddali dostrzegasz uderzające fale, błękit oceanu. Zieleń pokrywająca ziemie na której stoisz, którą czujesz stopami, tańczy z wiatrem... z góry obserwują Ciebie szybko przemykające obłoczki, oraz duże, białe mewy czekające na Twój krok. Ale Ty nie zamierzasz szybko rozstać się z czerwonym owocem, który połyskuje, wcześniej wypolerowany krawędzią rękawa. Wbijasz swoje zęby w krwista czerwień, której słodki smak natychmiast dociera do Twojego mózgu... sprawiając, że całe Twoje jestestwo cieszy się tym, że jest... że tu stoi i patrzy w dal, trzymając w reku jabłko, po którym powoli spływają krople soku... Otwórz oczy i patrz dalej.
poniedziałek, 19 października 2009
Dręcząca harmonijka
Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3
To fragment poprzedniego posta...
Za to się właśnie cenię ;3 Nie mam już dziś zupełnego pojęcia co się kryje pod tymi słowami... coś chciałem powiedzieć ale nie wprost... więc napisałem tak, żeby to wyrazić, ale ze świadomością, że niedługo nie będę miał pojęcia czego to dotyczyło - co też nie pozwala mi przypomnieć sobie tego złego co tam napisałem... :3
Grzybek... to taki gruby naleśnik. Moja Mama zawsze wie kiedy go przyrządzić. Zawsze wie kiedy mam na niego ochotę. Zawsze smakuje tak samo. Pochłaniam go dosłownie w minutę. Jest to mój taki smak dzieciństwa... zawsze jedząc go... a i słysząc wcześniej jak Mama miksuje mikserem, niezmiennym od lat, zatem słysząc dźwięk z dzieciństwa zaczynam się czuć przez te chwilę tak beztrosko.
Za nieznany mi czas, nie będę mógł już doświadczyć tak dobrze znanych mi smaków, nie powtarzalnych jak ten "Grzybek" dla przykładu... rosół, pomidorówka i wiele, wiele innych potraw. Powinienem się być może nauczyć, zebrać przepisy... ale przecież to nic nie da. Ten smak będzie inny, czasy będą inne... Nie będę w stanie dodać matczynej przyprawy. Moje ręce nie przyrządzą dania tak, jak robi to moja Mama. Ma piękne dłonie.
Czasami się zastanawiam nad tym... że to kiedyś zniknie. Tato mówił, że będę smakował inną kuchnie, inne potrawy, które będą mi smakować może i nawet bardziej... może... ale to nie będzie ten smak, brak będzie tego niepowtarzalnego opium, który za każdym razem wkrada się w dania Mamy.
Czasami chciałbym być niezależny... żyć własnym życiem. Czasami Mama jest nadopiekuńcza, pyta za wiele, przypomina o błahych rzeczach. Czepia się o drobnostki. Ale jest wyrozumiała, inteligentna i mądra. Na chwile obecną nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nieraz przychodzi czas, kiedy myślę o tym co jej powiedziałem przez zmęczenie, przypominam sobie chwilę gdy zabrakło mi cierpliwości - wtedy chłostam się w myślach - samą świadomością tego jak się zachowałem... ale cóż, jestem tylko człowiekiem, organizmem dość skomplikowanym...
Boli mnie to... że nie zawsze myślę o takich rzeczach... tak ważnych w życiu... sam zresztą nie wiem co mnie naszło na taką treść postu...
Erich Fromm, niemiecki filozof napisał:
"Kobieta zapatrzona w siebie, władcza i zaborcza, może być „kochającą” matką, póki dziecko jest małe. Jedynie prawdziwie kochająca kobieta, która jest szczęśliwsza, kiedy daje, niż kiedy bierze, która mocno stoi na własnych nogach, może być naprawdę kochającą matką nawet wtedy, kiedy jej dziecko zaczyna się od niej oddalać."
...tak, moja Mama jest naprawdę kochającą Matką.
To fragment poprzedniego posta...
Za to się właśnie cenię ;3 Nie mam już dziś zupełnego pojęcia co się kryje pod tymi słowami... coś chciałem powiedzieć ale nie wprost... więc napisałem tak, żeby to wyrazić, ale ze świadomością, że niedługo nie będę miał pojęcia czego to dotyczyło - co też nie pozwala mi przypomnieć sobie tego złego co tam napisałem... :3
Grzybek... to taki gruby naleśnik. Moja Mama zawsze wie kiedy go przyrządzić. Zawsze wie kiedy mam na niego ochotę. Zawsze smakuje tak samo. Pochłaniam go dosłownie w minutę. Jest to mój taki smak dzieciństwa... zawsze jedząc go... a i słysząc wcześniej jak Mama miksuje mikserem, niezmiennym od lat, zatem słysząc dźwięk z dzieciństwa zaczynam się czuć przez te chwilę tak beztrosko.
Za nieznany mi czas, nie będę mógł już doświadczyć tak dobrze znanych mi smaków, nie powtarzalnych jak ten "Grzybek" dla przykładu... rosół, pomidorówka i wiele, wiele innych potraw. Powinienem się być może nauczyć, zebrać przepisy... ale przecież to nic nie da. Ten smak będzie inny, czasy będą inne... Nie będę w stanie dodać matczynej przyprawy. Moje ręce nie przyrządzą dania tak, jak robi to moja Mama. Ma piękne dłonie.
Czasami się zastanawiam nad tym... że to kiedyś zniknie. Tato mówił, że będę smakował inną kuchnie, inne potrawy, które będą mi smakować może i nawet bardziej... może... ale to nie będzie ten smak, brak będzie tego niepowtarzalnego opium, który za każdym razem wkrada się w dania Mamy.
Czasami chciałbym być niezależny... żyć własnym życiem. Czasami Mama jest nadopiekuńcza, pyta za wiele, przypomina o błahych rzeczach. Czepia się o drobnostki. Ale jest wyrozumiała, inteligentna i mądra. Na chwile obecną nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nieraz przychodzi czas, kiedy myślę o tym co jej powiedziałem przez zmęczenie, przypominam sobie chwilę gdy zabrakło mi cierpliwości - wtedy chłostam się w myślach - samą świadomością tego jak się zachowałem... ale cóż, jestem tylko człowiekiem, organizmem dość skomplikowanym...
Boli mnie to... że nie zawsze myślę o takich rzeczach... tak ważnych w życiu... sam zresztą nie wiem co mnie naszło na taką treść postu...
Erich Fromm, niemiecki filozof napisał:
"Kobieta zapatrzona w siebie, władcza i zaborcza, może być „kochającą” matką, póki dziecko jest małe. Jedynie prawdziwie kochająca kobieta, która jest szczęśliwsza, kiedy daje, niż kiedy bierze, która mocno stoi na własnych nogach, może być naprawdę kochającą matką nawet wtedy, kiedy jej dziecko zaczyna się od niej oddalać."
...tak, moja Mama jest naprawdę kochającą Matką.
czwartek, 8 października 2009
Nie no
Coraz częściej muszę sobie przypominać, że jutro mogę umrzeć... a jak dobrze pójdzie, to mogę umrzeć wcześniej. To pomaga zignorować pewne sprawy... to jest coś, z czym powinienem walczyć - mianowicie z tym, że cały czas myślę o tym, co człowiek przeczyta, właściwie co sobie pomyśli po przeczytaniu takiego mojego posta... i teraz znowu zaczynam... ale ! Ale po co? Nie lepiej mieć wszystko gdzieś? Ale jak tak pomyślę, to myślę, że jak tak będę myśleć to zostanę sam... :< to jest po prostu kijek bez końca ;3
Więc chyba nie jest moją domeną roznamiętniać* tak trudne tematy. Bo na to nie ma jedynej odpowiedzi. Po prostu... muszę pogodzić się z tym, że również mam wady i albo komuś to będzie odpowiadać albo nie... w każdym razie taka terapia z samym sobą nie jest zła. Myślę, że niedługo dojdę do kompromisu i wszystko wróci do normy, z tym, że nadal gwiezdne wrota będą otwarte.
Ostatnio, czasami zastanawiam się nad wyrzuceniem telewizora z mojego pokoju. Dlaczego? Chyba dla błogiej ciszy... która czasami jest tak błoga, że muszę ją przerwać. Mam już odruch bezwarunkowy, jak jem, muszę oglądać TV... to jest automatyczne. A gdyby tak zamiast TV słuchać jakichś audiobooków, albo robić coś bardziej konstruktywnego. Muszę to sprawdzić. Postaram się przez jeden dzień nie oglądać TV - niby to mało, ale dla mnie i tak wiele. Cały czas mój wzrok jest utkwiony w comedy central - tysiące odcinków które już znam. Mógłbym się ograniczyć co najwyżej do scrubs. Bo to ciekawy serial. Argumentem który mówi - How dare You? - jest discovery... ale Piotrze... sam przecież wiesz, że bardzo rzadko uruchamiasz ten program. Wieczorami mógłbyś zasypiać do muzyki albo w ogóle bez, tylko wtedy za dużo myślisz, ale może coś się wymyśli.
Rano zdecydowanie za często gapię się w telewizor, zamiast jeść, albo się ubierać, zamiast wychodzić to chcę zobaczyć co się wydarzy... wszystko fajnie, śmiesznie - ale... lepiej jak poświęcę ten czas na coś innego, żeby potem dla przykładu więcej czasu spędzić ze znajomymi i z nimi się pośmiać.
Nie mam pojęcia, co mnie ostatnio naszło na takie różne dziwne rewolucje. Kompletnie nie mam pojęcia. Chcę jeszcze zwalczyć moją chrapkę na niezdrowe rzeczy jak cola, jakieś słodkości - ostatnio zdecydowanie za dużo jem mc donalda, a w ogóle nie ćwiczę w domu. M-kamil zmobilizował mnie, aby biegać sobie wieczorkiem... w ogóle należy odzyskać kondycję.
Jutro chcę się spotkać ze znajomymi... napić wina... ale doszedłem do wniosku... czego wstydzić się powinienem ale... doszedłem do wniosku, że za bardzo cenię smak wina, by wszystkich częstować - muszę mieć pewność, że i oni docenią owy smak. Wino zostanie przełożone na inny termin. po za tym brak białego wina - które zdecydowanie lubię - wyklucza picie wina. Dla mnie białe wino jest cudowne. Posiada lekko cierpki smak, ale jest słodkie. Muszę się dowiedzieć jak nazywa się to wino które piłem za granicą i skąd pochodziło. Blossom Hill również było dobre, szczególnie różowe. Btw, poniżej reklama ;)
Okej... robi się późno, rano muszę wstać, Ty natomiast będziesz spokojnie spoczywać w swojej miękkiej, długiej pościeli, w wygniecionej koszulce, z zamkniętymi oczyma przewracającymi dynamicznie - odzwierciedlającymi Twój kolejny zwariowany sen... pokryty pomarańczowym światłem będziesz odsypiać noc spędzoną nad szukaniem odpowiedzi...
Dobranoc?
dobranoc...
Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3
Więc chyba nie jest moją domeną roznamiętniać* tak trudne tematy. Bo na to nie ma jedynej odpowiedzi. Po prostu... muszę pogodzić się z tym, że również mam wady i albo komuś to będzie odpowiadać albo nie... w każdym razie taka terapia z samym sobą nie jest zła. Myślę, że niedługo dojdę do kompromisu i wszystko wróci do normy, z tym, że nadal gwiezdne wrota będą otwarte.
Ostatnio, czasami zastanawiam się nad wyrzuceniem telewizora z mojego pokoju. Dlaczego? Chyba dla błogiej ciszy... która czasami jest tak błoga, że muszę ją przerwać. Mam już odruch bezwarunkowy, jak jem, muszę oglądać TV... to jest automatyczne. A gdyby tak zamiast TV słuchać jakichś audiobooków, albo robić coś bardziej konstruktywnego. Muszę to sprawdzić. Postaram się przez jeden dzień nie oglądać TV - niby to mało, ale dla mnie i tak wiele. Cały czas mój wzrok jest utkwiony w comedy central - tysiące odcinków które już znam. Mógłbym się ograniczyć co najwyżej do scrubs. Bo to ciekawy serial. Argumentem który mówi - How dare You? - jest discovery... ale Piotrze... sam przecież wiesz, że bardzo rzadko uruchamiasz ten program. Wieczorami mógłbyś zasypiać do muzyki albo w ogóle bez, tylko wtedy za dużo myślisz, ale może coś się wymyśli.
Rano zdecydowanie za często gapię się w telewizor, zamiast jeść, albo się ubierać, zamiast wychodzić to chcę zobaczyć co się wydarzy... wszystko fajnie, śmiesznie - ale... lepiej jak poświęcę ten czas na coś innego, żeby potem dla przykładu więcej czasu spędzić ze znajomymi i z nimi się pośmiać.
Nie mam pojęcia, co mnie ostatnio naszło na takie różne dziwne rewolucje. Kompletnie nie mam pojęcia. Chcę jeszcze zwalczyć moją chrapkę na niezdrowe rzeczy jak cola, jakieś słodkości - ostatnio zdecydowanie za dużo jem mc donalda, a w ogóle nie ćwiczę w domu. M-kamil zmobilizował mnie, aby biegać sobie wieczorkiem... w ogóle należy odzyskać kondycję.
Jutro chcę się spotkać ze znajomymi... napić wina... ale doszedłem do wniosku... czego wstydzić się powinienem ale... doszedłem do wniosku, że za bardzo cenię smak wina, by wszystkich częstować - muszę mieć pewność, że i oni docenią owy smak. Wino zostanie przełożone na inny termin. po za tym brak białego wina - które zdecydowanie lubię - wyklucza picie wina. Dla mnie białe wino jest cudowne. Posiada lekko cierpki smak, ale jest słodkie. Muszę się dowiedzieć jak nazywa się to wino które piłem za granicą i skąd pochodziło. Blossom Hill również było dobre, szczególnie różowe. Btw, poniżej reklama ;)
Okej... robi się późno, rano muszę wstać, Ty natomiast będziesz spokojnie spoczywać w swojej miękkiej, długiej pościeli, w wygniecionej koszulce, z zamkniętymi oczyma przewracającymi dynamicznie - odzwierciedlającymi Twój kolejny zwariowany sen... pokryty pomarańczowym światłem będziesz odsypiać noc spędzoną nad szukaniem odpowiedzi...
Dobranoc?
dobranoc...
Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3
piątek, 2 października 2009
E tam...
No tak... ja się tu rozpisuję, jak już mi się zebrało na rozpisywanie to mnie całego posta szlak trafił, bo nacisnąłem dziwną kombinację klawiszy no i niestety ;3 Tak czy inaczej pisałem o tym, że jak się dobrze wiedzie, to człowiek o tym nie pisze, bo mu się dobrze wiedzie więc tym się cieszy...
Pisałem również o tym, że nadal ciężko mi się przełamać, żeby pisać posty o dupie maryni... ;3 Dawniej mogłem pisać o dupie maryni, tylko nikt tego nie mógł czytać. Może ja już jestem takim typem człowieka, że no po prostu pewne sprawy powinienem zachować? Kurwa... i znowu myślę bez sensu... jak to by powiedział Kamil - pierdolisz bez sensu jak chuje z kredensu... tak właśnie...
Btw. ostatnio nadużywam wulgaryzmów, ale ktoś musi w gruncie rzeczy musi ;<
Zaobserwowałem, proszę ja Ciebie, że ostatnio... zachowuję się jak zawsze. Strasznie mi tego brakowało na obczyźnie, powygłupiać się z ludźmi, poszaleć, pośmiać się, pograć na klocku... Kurde Jestem zajebiście szczęśliwym człowiekiem, mam ogromne szczęście żyjąc tam gdzie żyje z takimi, a nie innymi ludźmi. Wszystko idzie po mojej myśli, jestem wręcz w czepku urodzony... ale zawsze znajdę coś na co mogę ponarzekać, ale to normalne ;3
Dużo ostatnio myślę nad tym... jak to jest - czy ludzie się zmieniają, czy po prostu dojrzewają w nich pewne cechy, niekoniecznie pozytywne. Bo jak obserwuję po ludziach, to większość z nich się nie zmieniła, niektórzy po prostu do pewnych spraw dorośli, ale są tacy, którzy... zmienili się na negatywne... ale - może w nich te cechy zawsze były, tylko teraz po prostu rozkwitły? Zazwyczaj, gdy ktoś mówi - zrozumiałem pewne rzeczy, już taki nie będę, jestem innym człowiekiem - to po prostu pierdoli od rzeczy, bo ja w to nie wierze, już nieraz się przekonałem, że tak nie jest. Ale jak to jest gdy ktoś był w porządku i mu zaczyna odpieprzać? Może on tylko gubi drogę, a te złe cechy... to tylko po prostu przypadkiem, bo nigdy się w nim ich wcześniej nie zauważało... *Tak wiem, moja gramatyka jest do dupy Czesiu, ale co tam* ...
Ciekawe jak to jest, niby wszyscy się zmieniamy, ale większość z nas tylko dorasta, ale nie zmienia się znacząco. "Oni" wciąż od lat są tacy sami... ich cechy pozytywne, czy negatywne nie zmieniły się... Mimo wielu prób, nie dało się pewnych rzeczy zmienić. Ona natomiast... jest sobą w większym stężeniu, aktualnie nieznośnym. Najgorsze jest to, że nie zdaje sobie z tego sprawy i myśli, że wszystko jest jak być winno.
Tego się właśnie trochę boję... że kiedyś coś mi odpieprzy, a nikt nie wyciągnie do mnie ręki i powie - gudaha, sth wrng with y!! Ja sam nie mam tej odwagi... znaczy to jest tak, że to nie ma sensu trochę, bo ta osoba, a właściwie jej rodzice sprawili, że jest jaka jest... nie da się wyrwać duszy z czeluści piekieł... i wątpię, żeby ona mogła cokolwiek zrozumieć... ona ma własny świat, w którym się odnalazła... jest jej tam dobrze... zawsze było...
Mam nadzieję, że ja pozostanę w świecie aktualnym, bo wiem, że tu jest moje miejsce. Każdy czasem musi spróbować pójść gdzieś do innego świata, gdzieś dalej, zobaczyć jak tam jest... ale przekonać się, że to nie koniecznie dobry świat i wrócić na swoje.
Otóż to... total sieczka w moim wykonaniu... Za dłuższy czas i tak nie zrozumiem sam siebie, nie będę wiedział o czym pisałem, mało kto będzie wiedział, ale się przynajmniej wygadałem.
Pisałem również o tym, że nadal ciężko mi się przełamać, żeby pisać posty o dupie maryni... ;3 Dawniej mogłem pisać o dupie maryni, tylko nikt tego nie mógł czytać. Może ja już jestem takim typem człowieka, że no po prostu pewne sprawy powinienem zachować? Kurwa... i znowu myślę bez sensu... jak to by powiedział Kamil - pierdolisz bez sensu jak chuje z kredensu... tak właśnie...
Btw. ostatnio nadużywam wulgaryzmów, ale ktoś musi w gruncie rzeczy musi ;<
Zaobserwowałem, proszę ja Ciebie, że ostatnio... zachowuję się jak zawsze. Strasznie mi tego brakowało na obczyźnie, powygłupiać się z ludźmi, poszaleć, pośmiać się, pograć na klocku... Kurde Jestem zajebiście szczęśliwym człowiekiem, mam ogromne szczęście żyjąc tam gdzie żyje z takimi, a nie innymi ludźmi. Wszystko idzie po mojej myśli, jestem wręcz w czepku urodzony... ale zawsze znajdę coś na co mogę ponarzekać, ale to normalne ;3
Dużo ostatnio myślę nad tym... jak to jest - czy ludzie się zmieniają, czy po prostu dojrzewają w nich pewne cechy, niekoniecznie pozytywne. Bo jak obserwuję po ludziach, to większość z nich się nie zmieniła, niektórzy po prostu do pewnych spraw dorośli, ale są tacy, którzy... zmienili się na negatywne... ale - może w nich te cechy zawsze były, tylko teraz po prostu rozkwitły? Zazwyczaj, gdy ktoś mówi - zrozumiałem pewne rzeczy, już taki nie będę, jestem innym człowiekiem - to po prostu pierdoli od rzeczy, bo ja w to nie wierze, już nieraz się przekonałem, że tak nie jest. Ale jak to jest gdy ktoś był w porządku i mu zaczyna odpieprzać? Może on tylko gubi drogę, a te złe cechy... to tylko po prostu przypadkiem, bo nigdy się w nim ich wcześniej nie zauważało... *Tak wiem, moja gramatyka jest do dupy Czesiu, ale co tam* ...
Ciekawe jak to jest, niby wszyscy się zmieniamy, ale większość z nas tylko dorasta, ale nie zmienia się znacząco. "Oni" wciąż od lat są tacy sami... ich cechy pozytywne, czy negatywne nie zmieniły się... Mimo wielu prób, nie dało się pewnych rzeczy zmienić. Ona natomiast... jest sobą w większym stężeniu, aktualnie nieznośnym. Najgorsze jest to, że nie zdaje sobie z tego sprawy i myśli, że wszystko jest jak być winno.
Tego się właśnie trochę boję... że kiedyś coś mi odpieprzy, a nikt nie wyciągnie do mnie ręki i powie - gudaha, sth wrng with y!! Ja sam nie mam tej odwagi... znaczy to jest tak, że to nie ma sensu trochę, bo ta osoba, a właściwie jej rodzice sprawili, że jest jaka jest... nie da się wyrwać duszy z czeluści piekieł... i wątpię, żeby ona mogła cokolwiek zrozumieć... ona ma własny świat, w którym się odnalazła... jest jej tam dobrze... zawsze było...
Mam nadzieję, że ja pozostanę w świecie aktualnym, bo wiem, że tu jest moje miejsce. Każdy czasem musi spróbować pójść gdzieś do innego świata, gdzieś dalej, zobaczyć jak tam jest... ale przekonać się, że to nie koniecznie dobry świat i wrócić na swoje.
Otóż to... total sieczka w moim wykonaniu... Za dłuższy czas i tak nie zrozumiem sam siebie, nie będę wiedział o czym pisałem, mało kto będzie wiedział, ale się przynajmniej wygadałem.
niedziela, 6 września 2009
Let it go... :#
Trochę się tu zmieniło... przede wszystkim otwieram bloga. Chyba zaczęło mi brakować kontaktu z ludźmi... otwarcie bloga zmusi mnie do pisania inaczej, i trochę innego myślenia, tudzież zmotywuję do myślenia jak należy ;3 Nie chciałbym jednak z jednej strony przestać pisać o "dupie Maryni". Chciałbym... no właściwie chcenie nie ma tutaj nic do gadania, bo skoro tka chcę to tak będzie ;3 Po lewo pojawił się poring. Postanowiłem zerwać trochę z czernią, wprowadzić tak jak było, prostotę ale i trochę kolorku ;) Dużo się jak na moja "zieloność" naszukałem, naczytałem, ale z pomocą Taty obrazek jest gdzie powinien być. I to mnie cieszy...
Moje myślenie mnie kiedyś wykończy... tudzież czasami jego brak ale to inna kwestia... otwarcie się na innych... nie wiem... w gruncie rzeczy przed chwilą napisałem Ci, że stęskniłem się za ludźmi... ale z drugiej strony strasznie ciężko się tak zupełnie otworzyć. Tak było mi wygodnie, ciepło, milusio ;<>
Ostatnio... właściwie od dawna myślę o tym czy się nie zmieniłem itp... czy jestem gorszy czy lepszy... ale ileż tak można, namyślać się jaki jest człowiek... nie powinienem po prostu żyć? Całe życie się czymś człowiek przejmuje. W tej kwestii mógłbym podjąć stanowcze kroki... nie patrzeć na innych, by nie myśleć, że ludzie patrzą na mnie.
Pewne kroki na drodze... rehabilitacji już podjąłem. Czas się narodzić na nowo !
Moje myślenie mnie kiedyś wykończy... tudzież czasami jego brak ale to inna kwestia... otwarcie się na innych... nie wiem... w gruncie rzeczy przed chwilą napisałem Ci, że stęskniłem się za ludźmi... ale z drugiej strony strasznie ciężko się tak zupełnie otworzyć. Tak było mi wygodnie, ciepło, milusio ;<>
Ostatnio... właściwie od dawna myślę o tym czy się nie zmieniłem itp... czy jestem gorszy czy lepszy... ale ileż tak można, namyślać się jaki jest człowiek... nie powinienem po prostu żyć? Całe życie się czymś człowiek przejmuje. W tej kwestii mógłbym podjąć stanowcze kroki... nie patrzeć na innych, by nie myśleć, że ludzie patrzą na mnie.
Pewne kroki na drodze... rehabilitacji już podjąłem. Czas się narodzić na nowo !
piątek, 21 sierpnia 2009
Dawno temu w Krainie Koszul
Bardzo dawno nie miałem okazji pisać po prostu tak, żeby podzielić się czymś innym niż smutki ;3
Zawsze było tak, właściwie ostatnio tak, że pisałem jak już miałem jakiś problem i nie mogłem sobie z nim zupełnie poradzić samemu. Teraz dokonałem nowego zakupu... kupiłem coś, o czym marzylem od dawna... by usiąść jak Carrie Bradshaw i po prostu pisać. Marzyłem o tym od dawna... gdy byłem dużo młodszy. Teraz po prostu powoli sobie zdaję sprawę, że na pewne rzeczy przychodzi czas... owszem trzeba dążyć do marzeń, ale jednak przychodzi czas, że wszystko w odpowiednim momencie się pojawia... tak też jest i z tym i z tamtym... na wszystko przyjdzie miejsce i czas... - na dzień dzisiejszy tak uważam.
Pozdrawiam Czesiu ;)
środa, 6 maja 2009
To przez ten bez tak smutno jest...
Tak wiem, dawno nie pisałem... i znów piszę... ponieważ nie wiem z kim o tym pogadać... nie wiem jak, a strasznie mnie to gryzie... Naturalnie będę pisał tak, że nigdy póżniej nie będę wiedział o co chodziło...
Jest to strasznie dziwna sytuacja... czuje się jakoś maksymalnie nie zręcznie... to dość zrozumiałe, ale mimo wszystko nie jest mi z tym fajnie... naturalnym biegiem rzeczy, staram się nie używać pewnych zwrotów, nie mówić o pewnych sprawach...
...z drugiej strony uświadomiłem sobie chyba... że chciałbym ją znać, być przy niej i móc jej jakoś pomóc, wesprzeć... zacząłem jednocześnie żałować... że prawdopodobnie jestem jedynie błaznem na tym dworze...
...być przy niej... może niekoniecznie... ale móc jakoś wesprzeć... gdyby to może był ktoś, na kim mi nie zależy, nie czuł bym się tak jak teraz... ale zawsze mi zależało na tej znajomości... jest kimś wyjątkowym... a ja właściwie jestem zwykłym wariatem, gówniarzem, który nic nie wie o życiu...
Naturalnie Czesiu... jesteś po to by wysłuchać moich ciężkich i wcale miłych tematów, zażaleń...
Nie mogę o tym przestać myśleć... wiem tak mało, co sprawia, że żyję w jeszcze większej niepewności tego co sie wydarzyło... po prostu boli mnie to, że musiała cierpieć...
Może i mi przyjdzie się zmienić... na bok odłożyć pewne sprawy... zacząć żyć na pełnych obrotach z 10 kawami dziennie...
Życie jest do dupy...
Muszę trochę popracować nad tym, żeby życie nie było do dupy... ale aktualny brak czasu, chęci, motywacji - nie pozwala mi na to...
Ponieważ zamknięto elegancki dom
Jest to strasznie dziwna sytuacja... czuje się jakoś maksymalnie nie zręcznie... to dość zrozumiałe, ale mimo wszystko nie jest mi z tym fajnie... naturalnym biegiem rzeczy, staram się nie używać pewnych zwrotów, nie mówić o pewnych sprawach...
...z drugiej strony uświadomiłem sobie chyba... że chciałbym ją znać, być przy niej i móc jej jakoś pomóc, wesprzeć... zacząłem jednocześnie żałować... że prawdopodobnie jestem jedynie błaznem na tym dworze...
...być przy niej... może niekoniecznie... ale móc jakoś wesprzeć... gdyby to może był ktoś, na kim mi nie zależy, nie czuł bym się tak jak teraz... ale zawsze mi zależało na tej znajomości... jest kimś wyjątkowym... a ja właściwie jestem zwykłym wariatem, gówniarzem, który nic nie wie o życiu...
Naturalnie Czesiu... jesteś po to by wysłuchać moich ciężkich i wcale miłych tematów, zażaleń...
Nie mogę o tym przestać myśleć... wiem tak mało, co sprawia, że żyję w jeszcze większej niepewności tego co sie wydarzyło... po prostu boli mnie to, że musiała cierpieć...
Może i mi przyjdzie się zmienić... na bok odłożyć pewne sprawy... zacząć żyć na pełnych obrotach z 10 kawami dziennie...
Życie jest do dupy...
Muszę trochę popracować nad tym, żeby życie nie było do dupy... ale aktualny brak czasu, chęci, motywacji - nie pozwala mi na to...
Ponieważ zamknięto elegancki dom
Subskrybuj:
Posty (Atom)