niedziela, 1 listopada 2009

Premiera wkrótce

xxx: Jak dostanę wypłatę za październik, to kupuję notebooka Acera...
yyy: To nie lepiej zaczekać trochę i Mac'a sobie kupić?
xxx: Zamiast Mac'a to lepiej trochę dozbierać i Golfa "trójkę" kupić...
yyy: W takim wypadku lepiej poczekać parę lat i kupić Mercedesa!
xxx: To już lepiej poczekać jeszcze trochę i kupić sobie marmurowy nagrobek...

To jest właśnie mój tok myślenia :> choć od mojego wyjazdu uległ modernizacji czego efektem jest totalny brak oszczędności ;d ale za to wiele przyjemnych chwil spędzonych w kawiarni ;3

sobota, 31 października 2009

Pogadać

Mam taką ochotę, siedzę sobie, jest już dość późno jak dla mnie, a ja po prostu siadłbym przy herbacie, w kątku i pogadał. Tak jak to kiedyś się działo.

Dziś sobie fajnie pogadałem przy kawie. Fajnie, bo dostałem takiego trochę kopa. Po prostu sobie sam o paru rzeczach przypomniałem.
"Who cares?"
Chciałbym przez jakiś czas po nadużywać tego stwierdzenia.
Dobranoc

W pociągu

Życie jest pełne zawirowań, przedziwnych zwrotów. Tylko czasami jest ich za dużo, czasami z kolei chciałoby się, żeby było ich mniej. Innym razem ich brak...

Naturalnie odwołuję się wciąż do jednej kwestii... do zawirowań w tej kwestii... jest to dla mnie wciąż wielka niewiadoma, aczkolwiek wiem czego oczekuje od życia. Z tym, że oczywiście moja oczekiwania mogą się całkiem różnić od tego co mnie w życiu spotka. No i zaczęło się, milion myśli, tez, stwierdzeń miesza się w mojej przestrzeni umysłowej. Zaczynam myśleć o tym, czy warto planować - co oczywiście ma swoje plusy i minusy. Mój mózg chyba jest zaprogramowany, żeby wiecznie szukać najlepszego rozwiązania. Jest jak komputer... robie to automatycznie. Wy natomiast jesteście użytkownikami. Mimo, że tak nie jest, to pracuję jakbym miał wam dawać zawsze odpowiedź dostosowaną konkretnie do was. Analizując milion rzeczy staram się zawsze znaleźć coś co będzie najodpowiedniejsze, najbardziej będzie pasować. Ale niestety nie ma perfekcyjnych odpowiedzi, zaleceń, dlatego całe życie, w każdej wolnej chwili będę myślał nad tym... stop

Otóż to, chyba, że będę nad tym jakoś panował, chyba, że co jakiś czas przypomnę sobie, że jutro mogę umrzeć... :<

W dupie... w dupie i jeszcze raz w dupie

I mi lepiej :>

niedziela, 25 października 2009

Otwórz oczy

Zamknij oczy... spójrz i zobacz te ogromną polanę z garstką drzew w oddali... wszystko w czerwono złotych barwach zachodzącego słońca... w oddali dostrzegasz uderzające fale, błękit oceanu. Zieleń pokrywająca ziemie na której stoisz, którą czujesz stopami, tańczy z wiatrem... z góry obserwują Ciebie szybko przemykające obłoczki, oraz duże, białe mewy czekające na Twój krok. Ale Ty nie zamierzasz szybko rozstać się z czerwonym owocem, który połyskuje, wcześniej wypolerowany krawędzią rękawa. Wbijasz swoje zęby w krwista czerwień, której słodki smak natychmiast dociera do Twojego mózgu... sprawiając, że całe Twoje jestestwo cieszy się tym, że jest... że tu stoi i patrzy w dal, trzymając w reku jabłko, po którym powoli spływają krople soku... Otwórz oczy i patrz dalej.

poniedziałek, 19 października 2009

Dręcząca harmonijka

Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3

To fragment poprzedniego posta...

Za to się właśnie cenię ;3 Nie mam już dziś zupełnego pojęcia co się kryje pod tymi słowami... coś chciałem powiedzieć ale nie wprost... więc napisałem tak, żeby to wyrazić, ale ze świadomością, że niedługo nie będę miał pojęcia czego to dotyczyło - co też nie pozwala mi przypomnieć sobie tego złego co tam napisałem... :3

Grzybek... to taki gruby naleśnik. Moja Mama zawsze wie kiedy go przyrządzić. Zawsze wie kiedy mam na niego ochotę. Zawsze smakuje tak samo. Pochłaniam go dosłownie w minutę. Jest to mój taki smak dzieciństwa... zawsze jedząc go... a i słysząc wcześniej jak Mama miksuje mikserem, niezmiennym od lat, zatem słysząc dźwięk z dzieciństwa zaczynam się czuć przez te chwilę tak beztrosko.

Za nieznany mi czas, nie będę mógł już doświadczyć tak dobrze znanych mi smaków, nie powtarzalnych jak ten "Grzybek" dla przykładu... rosół, pomidorówka i wiele, wiele innych potraw. Powinienem się być może nauczyć, zebrać przepisy... ale przecież to nic nie da. Ten smak będzie inny, czasy będą inne... Nie będę w stanie dodać matczynej przyprawy. Moje ręce nie przyrządzą dania tak, jak robi to moja Mama. Ma piękne dłonie.

Czasami się zastanawiam nad tym... że to kiedyś zniknie. Tato mówił, że będę smakował inną kuchnie, inne potrawy, które będą mi smakować może i nawet bardziej... może... ale to nie będzie ten smak, brak będzie tego niepowtarzalnego opium, który za każdym razem wkrada się w dania Mamy.

Czasami chciałbym być niezależny... żyć własnym życiem. Czasami Mama jest nadopiekuńcza, pyta za wiele, przypomina o błahych rzeczach. Czepia się o drobnostki. Ale jest wyrozumiała, inteligentna i mądra. Na chwile obecną nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nieraz przychodzi czas, kiedy myślę o tym co jej powiedziałem przez zmęczenie, przypominam sobie chwilę gdy zabrakło mi cierpliwości - wtedy chłostam się w myślach - samą świadomością tego jak się zachowałem... ale cóż, jestem tylko człowiekiem, organizmem dość skomplikowanym...

Boli mnie to... że nie zawsze myślę o takich rzeczach... tak ważnych w życiu... sam zresztą nie wiem co mnie naszło na taką treść postu...

Erich Fromm, niemiecki filozof napisał:
"Kobieta zapatrzona w siebie, władcza i zaborcza, może być „kochającą” matką, póki dziecko jest małe. Jedynie prawdziwie kochająca kobieta, która jest szczęśliwsza, kiedy daje, niż kiedy bierze, która mocno stoi na własnych nogach, może być naprawdę kochającą matką nawet wtedy, kiedy jej dziecko zaczyna się od niej oddalać."

...tak, moja Mama jest naprawdę kochającą Matką.

czwartek, 8 października 2009

Nie no

Coraz częściej muszę sobie przypominać, że jutro mogę umrzeć... a jak dobrze pójdzie, to mogę umrzeć wcześniej. To pomaga zignorować pewne sprawy... to jest coś, z czym powinienem walczyć - mianowicie z tym, że cały czas myślę o tym, co człowiek przeczyta, właściwie co sobie pomyśli po przeczytaniu takiego mojego posta... i teraz znowu zaczynam... ale ! Ale po co? Nie lepiej mieć wszystko gdzieś? Ale jak tak pomyślę, to myślę, że jak tak będę myśleć to zostanę sam... :< to jest po prostu kijek bez końca ;3

Więc chyba nie jest moją domeną roznamiętniać* tak trudne tematy. Bo na to nie ma jedynej odpowiedzi. Po prostu... muszę pogodzić się z tym, że również mam wady i albo komuś to będzie odpowiadać albo nie... w każdym razie taka terapia z samym sobą nie jest zła. Myślę, że niedługo dojdę do kompromisu i wszystko wróci do normy, z tym, że nadal gwiezdne wrota będą otwarte.

Ostatnio, czasami zastanawiam się nad wyrzuceniem telewizora z mojego pokoju. Dlaczego? Chyba dla błogiej ciszy... która czasami jest tak błoga, że muszę ją przerwać. Mam już odruch bezwarunkowy, jak jem, muszę oglądać TV... to jest automatyczne. A gdyby tak zamiast TV słuchać jakichś audiobooków, albo robić coś bardziej konstruktywnego. Muszę to sprawdzić. Postaram się przez jeden dzień nie oglądać TV - niby to mało, ale dla mnie i tak wiele. Cały czas mój wzrok jest utkwiony w comedy central - tysiące odcinków które już znam. Mógłbym się ograniczyć co najwyżej do scrubs. Bo to ciekawy serial. Argumentem który mówi - How dare You? - jest discovery... ale Piotrze... sam przecież wiesz, że bardzo rzadko uruchamiasz ten program. Wieczorami mógłbyś zasypiać do muzyki albo w ogóle bez, tylko wtedy za dużo myślisz, ale może coś się wymyśli.

Rano zdecydowanie za często gapię się w telewizor, zamiast jeść, albo się ubierać, zamiast wychodzić to chcę zobaczyć co się wydarzy... wszystko fajnie, śmiesznie - ale... lepiej jak poświęcę ten czas na coś innego, żeby potem dla przykładu więcej czasu spędzić ze znajomymi i z nimi się pośmiać.

Nie mam pojęcia, co mnie ostatnio naszło na takie różne dziwne rewolucje. Kompletnie nie mam pojęcia. Chcę jeszcze zwalczyć moją chrapkę na niezdrowe rzeczy jak cola, jakieś słodkości - ostatnio zdecydowanie za dużo jem mc donalda, a w ogóle nie ćwiczę w domu. M-kamil zmobilizował mnie, aby biegać sobie wieczorkiem... w ogóle należy odzyskać kondycję.

Jutro chcę się spotkać ze znajomymi... napić wina... ale doszedłem do wniosku... czego wstydzić się powinienem ale... doszedłem do wniosku, że za bardzo cenię smak wina, by wszystkich częstować - muszę mieć pewność, że i oni docenią owy smak. Wino zostanie przełożone na inny termin. po za tym brak białego wina - które zdecydowanie lubię - wyklucza picie wina. Dla mnie białe wino jest cudowne. Posiada lekko cierpki smak, ale jest słodkie. Muszę się dowiedzieć jak nazywa się to wino które piłem za granicą i skąd pochodziło. Blossom Hill również było dobre, szczególnie różowe. Btw, poniżej reklama ;)



Okej... robi się późno, rano muszę wstać, Ty natomiast będziesz spokojnie spoczywać w swojej miękkiej, długiej pościeli, w wygniecionej koszulce, z zamkniętymi oczyma przewracającymi dynamicznie - odzwierciedlającymi Twój kolejny zwariowany sen... pokryty pomarańczowym światłem będziesz odsypiać noc spędzoną nad szukaniem odpowiedzi...

Dobranoc?

dobranoc...

Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3

piątek, 2 października 2009

E tam...

No tak... ja się tu rozpisuję, jak już mi się zebrało na rozpisywanie to mnie całego posta szlak trafił, bo nacisnąłem dziwną kombinację klawiszy no i niestety ;3 Tak czy inaczej pisałem o tym, że jak się dobrze wiedzie, to człowiek o tym nie pisze, bo mu się dobrze wiedzie więc tym się cieszy...

Pisałem również o tym, że nadal ciężko mi się przełamać, żeby pisać posty o dupie maryni... ;3 Dawniej mogłem pisać o dupie maryni, tylko nikt tego nie mógł czytać. Może ja już jestem takim typem człowieka, że no po prostu pewne sprawy powinienem zachować? Kurwa... i znowu myślę bez sensu... jak to by powiedział Kamil - pierdolisz bez sensu jak chuje z kredensu... tak właśnie...

Btw. ostatnio nadużywam wulgaryzmów, ale ktoś musi w gruncie rzeczy musi ;<

Zaobserwowałem, proszę ja Ciebie, że ostatnio... zachowuję się jak zawsze. Strasznie mi tego brakowało na obczyźnie, powygłupiać się z ludźmi, poszaleć, pośmiać się, pograć na klocku... Kurde Jestem zajebiście szczęśliwym człowiekiem, mam ogromne szczęście żyjąc tam gdzie żyje z takimi, a nie innymi ludźmi. Wszystko idzie po mojej myśli, jestem wręcz w czepku urodzony... ale zawsze znajdę coś na co mogę ponarzekać, ale to normalne ;3

Dużo ostatnio myślę nad tym... jak to jest - czy ludzie się zmieniają, czy po prostu dojrzewają w nich pewne cechy, niekoniecznie pozytywne. Bo jak obserwuję po ludziach, to większość z nich się nie zmieniła, niektórzy po prostu do pewnych spraw dorośli, ale są tacy, którzy... zmienili się na negatywne... ale - może w nich te cechy zawsze były, tylko teraz po prostu rozkwitły? Zazwyczaj, gdy ktoś mówi - zrozumiałem pewne rzeczy, już taki nie będę, jestem innym człowiekiem - to po prostu pierdoli od rzeczy, bo ja w to nie wierze, już nieraz się przekonałem, że tak nie jest. Ale jak to jest gdy ktoś był w porządku i mu zaczyna odpieprzać? Może on tylko gubi drogę, a te złe cechy... to tylko po prostu przypadkiem, bo nigdy się w nim ich wcześniej nie zauważało... *Tak wiem, moja gramatyka jest do dupy Czesiu, ale co tam* ...

Ciekawe jak to jest, niby wszyscy się zmieniamy, ale większość z nas tylko dorasta, ale nie zmienia się znacząco. "Oni" wciąż od lat są tacy sami... ich cechy pozytywne, czy negatywne nie zmieniły się... Mimo wielu prób, nie dało się pewnych rzeczy zmienić. Ona natomiast... jest sobą w większym stężeniu, aktualnie nieznośnym. Najgorsze jest to, że nie zdaje sobie z tego sprawy i myśli, że wszystko jest jak być winno.

Tego się właśnie trochę boję... że kiedyś coś mi odpieprzy, a nikt nie wyciągnie do mnie ręki i powie - gudaha, sth wrng with y!! Ja sam nie mam tej odwagi... znaczy to jest tak, że to nie ma sensu trochę, bo ta osoba, a właściwie jej rodzice sprawili, że jest jaka jest... nie da się wyrwać duszy z czeluści piekieł... i wątpię, żeby ona mogła cokolwiek zrozumieć... ona ma własny świat, w którym się odnalazła... jest jej tam dobrze... zawsze było...

Mam nadzieję, że ja pozostanę w świecie aktualnym, bo wiem, że tu jest moje miejsce. Każdy czasem musi spróbować pójść gdzieś do innego świata, gdzieś dalej, zobaczyć jak tam jest... ale przekonać się, że to nie koniecznie dobry świat i wrócić na swoje.

Otóż to... total sieczka w moim wykonaniu... Za dłuższy czas i tak nie zrozumiem sam siebie, nie będę wiedział o czym pisałem, mało kto będzie wiedział, ale się przynajmniej wygadałem.