Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3
To fragment poprzedniego posta...
Za to się właśnie cenię ;3 Nie mam już dziś zupełnego pojęcia co się kryje pod tymi słowami... coś chciałem powiedzieć ale nie wprost... więc napisałem tak, żeby to wyrazić, ale ze świadomością, że niedługo nie będę miał pojęcia czego to dotyczyło - co też nie pozwala mi przypomnieć sobie tego złego co tam napisałem... :3
Grzybek... to taki gruby naleśnik. Moja Mama zawsze wie kiedy go przyrządzić. Zawsze wie kiedy mam na niego ochotę. Zawsze smakuje tak samo. Pochłaniam go dosłownie w minutę. Jest to mój taki smak dzieciństwa... zawsze jedząc go... a i słysząc wcześniej jak Mama miksuje mikserem, niezmiennym od lat, zatem słysząc dźwięk z dzieciństwa zaczynam się czuć przez te chwilę tak beztrosko.
Za nieznany mi czas, nie będę mógł już doświadczyć tak dobrze znanych mi smaków, nie powtarzalnych jak ten "Grzybek" dla przykładu... rosół, pomidorówka i wiele, wiele innych potraw. Powinienem się być może nauczyć, zebrać przepisy... ale przecież to nic nie da. Ten smak będzie inny, czasy będą inne... Nie będę w stanie dodać matczynej przyprawy. Moje ręce nie przyrządzą dania tak, jak robi to moja Mama. Ma piękne dłonie.
Czasami się zastanawiam nad tym... że to kiedyś zniknie. Tato mówił, że będę smakował inną kuchnie, inne potrawy, które będą mi smakować może i nawet bardziej... może... ale to nie będzie ten smak, brak będzie tego niepowtarzalnego opium, który za każdym razem wkrada się w dania Mamy.
Czasami chciałbym być niezależny... żyć własnym życiem. Czasami Mama jest nadopiekuńcza, pyta za wiele, przypomina o błahych rzeczach. Czepia się o drobnostki. Ale jest wyrozumiała, inteligentna i mądra. Na chwile obecną nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nieraz przychodzi czas, kiedy myślę o tym co jej powiedziałem przez zmęczenie, przypominam sobie chwilę gdy zabrakło mi cierpliwości - wtedy chłostam się w myślach - samą świadomością tego jak się zachowałem... ale cóż, jestem tylko człowiekiem, organizmem dość skomplikowanym...
Boli mnie to... że nie zawsze myślę o takich rzeczach... tak ważnych w życiu... sam zresztą nie wiem co mnie naszło na taką treść postu...
Erich Fromm, niemiecki filozof napisał:
"Kobieta zapatrzona w siebie, władcza i zaborcza, może być „kochającą” matką, póki dziecko jest małe. Jedynie prawdziwie kochająca kobieta, która jest szczęśliwsza, kiedy daje, niż kiedy bierze, która mocno stoi na własnych nogach, może być naprawdę kochającą matką nawet wtedy, kiedy jej dziecko zaczyna się od niej oddalać."
...tak, moja Mama jest naprawdę kochającą Matką.