piątek, 14 grudnia 2007

Nothing can stop me now !


To właśnie słyszę w moich słuchawkach i nawet odnosi się do tego co sie wydarzyło... więc tak...

Na wstępie powiem, że jestem zajebiście wrażliwą jednostką... rzeczywiście jak to ujął zły/ameba ... przypominam bohatera romantycznego... ale cóż... jak przeczytałem swoją poprzednią notkę, zacząłem sie zastanawiać... że to normalnie jak bym nie ja pisał... ale to byłem ja... i taki właśnie jestem... xD i jest mi z tym zasteryniście x!

Wracając do tematu... dla tych którzy nie lubią żalenia się i wrażliwego pieprzenia to polecam zjechać na sam dół i włączyć sobie muzykę i zająć się czymś ciekawym... nie to, żebym nie wiem chciał kogoś urazić... ale... no bo to jest tak, że ja tu pisze do Czesia... ten blog taki jest, że ja sie żale mu... nieraz i z błahych powodów ale no mam tak zajebiste życie, że złamany paznokieć to w moim wypadku tragedia i 3 i 0,5 h cięcia się w kącie @.@ Generalnie sie tu otwieram... i wychodzi na to ze pokazuje jak myślę... a jak często ludzie nie myślą, że ja tak mogę myśleć.

Zatem... wczoraj pewnie miałbym więcej do napisania na temat tego... ale...

Nie poszedłem wczoraj na moje wymarzone zakupy, na które cieszyłem się jak małe dziecko. Po prostu... to było coś o czym dosłownie marzyłem. Chciałem się super bawić z Moniką i Natką... ale cóż... wyszło tak, że Natka nie była w nastroju... nie wiem o co chodziło... ale stwierdziłem... że no dobra jak nie jest w nastroju to przełożymy to na dzisiaj. Tak też zrobiłem. Zapraszała mnie i Monie do siebie, ale ja wolałem wcześniej wrócić do domu, oddać Dziady i wypożyczyć książkę tego no... ... ... NIE - BOSKĄ Komedie Krasińskiego... byłem w domy wcześnie bo ok 14 30... stwierdziłem, że zjem coś, odpocznę i pójdę do biblioteki ok 16... po czym okazało się, że w czwartki jest zamykana o 15 >.>' Myślałem, że zabije... ale wracając do głównego wątku...
No więc... siedząc w klasie... normalnie zdołowałem się, tym, bo słuchaj... no jak dziecko sie czułem... że ktoś nie dotrzymał obietnicy... i taki przybity... i mówię do Natki, że nie idziemy, bo skoro nie ma nastroju... a ona, że pójdzie... czy coś w tym stylu, a ja na to - dlaczego... na co ona leżąc na podłodze, pod ławką, patrząc się na mnie spokojnym i pełnym ciepła głosem odpowiedziała - bo Ty tego chcesz... rozpieprzyło mnie to i maksymalnie wzruszyło... to było takie niesamowite... ja chyba naprawdę jestem bohaterem romantycznym xD ... po prostu to mnie zwaliło z nóg... zdecydowałem, że pójdziemy jutro... a wieczorem zobaczymy się jeszcze w teatrze...

... i właśnie, wieczorem sie nie zobaczyliśmy... telefon już był wyłączony ok 15 40... jak wracałem, z biblioteki... potem... późnym wieczorem też nie... dziewczyny nie zjawiły się w teatrze... dziś rano był sygnał... potem go nie było... potem był... na wymarzone zakupy udałem się z Nacią K i Olą Z. ... Natka z Monią nie zjawiły się w szkole... Natka nie odbierała... dostałem sms'a... dokładnie o 18 01... nie będę przytaczać treści... tak czy siak spodziewałem się jakiegoś innego usprawiedliwienia... typu jakaś choroba, nagły wypadek... ale nie...

...zawiodłem się... wydaję mi się, że nawet jest to 'pierwszy' raz tudzież 'jeden z pierwszych' takich razów... ... ech

... kupiłem sobie super sweterek, polówkę, i damski ... kurtek ;3 który przerobie na męski... ma za krótkie rękawy ale tak to rządzi... Było fajnie i wesoło z Nacią i Olą... fajnie było, bo można było pogadać... czułem się dobrze...

...jutro zakupy z Darią... muszę jeszcze kupić sobie spodnie... a Daria coś na sylwka ;3

to chyba tyle żalenia się... dzień mi się podobał... ale był ten jeden głupi fakt który trochę mnie rozłożył na łopatki... gdyby nie Nacia, dzień inaczej by sie skończył... na pewno nie happy endem...

czwartek, 13 grudnia 2007

Aktualizacja

Ostatnio wziąłem się Czesiu za aktualizację mojego życia. Po prostu musiałem sobie wszystko poukładać. Między innymi naprawić moje kontakty z Natką i Moniką... to przede wszystkim. Bałem się, że już nie będzie jak dawniej, że już nie będziemy się jak dawniej śmiali... wydaje mi się, że jej długo nie było... zaczęła się izolacja... gdy jechałem do grabowa... napisała coś co mnie zabolało, a co było prawdą... bynajmniej ja wierze, że to była prawda i trzeba ją po prostu przegryźć. Tak czy siak i ona i ja potrzebowaliśmy takiej izolacji... a po wszystkim... zastanawiałem się i spytałem Moni, czy jest szansa na to by było kiedyś znów jak dawniej. Ona powiedziała, że pewnie tego nie uda się już naprawić. Ale... krok po kroku... pisałem z nią. Powiedziałem, że brakuje mi tego. Na co odpisała, że czemu tak właśnie nie jest skoro tego chce? *(tak... jestem zajebiście wrażliwym człowiekiem i już sie trzęsę... nvm). I powoli wszystko zaczęło wracać do normy. Znów jest wszystko ok, śmiejemy się razem, dużo piszemy. Po prostu ekstra... Kochamy sie jak przyjaciele... To niesamowite... Bo Natka nauczyła mnie, że można kochać także bliźnich... miłością taką zwykle niezwykłą... po prostu kochać !

Druga rzecz... to chciałem... oddać mój telefon na gwarancje... bo dręczył mnie od dawna. Ostatnio przestał totalnie mi działać guzik od aparatu, słuchawka zaczęła nawalać, złącze ( gniadko ) i w ogóle... strasznie nie lubię jak coś sie sypie. Słuchawka jedna już od dawna była rozwalona więc słuchanie muzyki to nie było już to samo. Kiedy przedwczoraj wziąłem i założyłem nowe słuchawki... to było ekstra... posłuchać soad na słuchawkach... jak bym miał NIN'a albo MM w mp3 to bym normalnie na dworze chyba zwariował ze szczęścia. Wracając... jak myślę, że mój tel. wróci z naprawy działający - taką żywię nadzieję, choć to różnie bywa - to będzie jak bym go dostał na nowo. Zawsze tak mam... bo wtedy w pełni mogę z niego korzystać...

Trzy - marzyło mi się pójście do ciucholandu... lumpexu... tudzież "sklepu z odzieżą używaną". Po prostu chciałem sie tam przejść... znaleźć jakieś ubranie, które od dawna na mnie czeka xD takie wyjątkowe, niepowtarzalne i to za grosze ! :D W każdym razie marzy mi się coś takiego... A jutro właśnie z Monią i Natką wybieramy sie do takowego sklepu, wieczorem do teatru ! :>

To chyba jakieś takie rzeczy które najbardziej teraz pamiętam... a jest już dość późno...

Wiesz co Czesiu... jeszcze coś mam Ci do powiedzenia... a!

Super było poczytać o Mansonie i Ninie... po prostu super... dowiedzieć się czegoś więcej, poznać inspiracje... trochę historii... na Trenta brakło mi czasu i siły... to też był taki mały element aktualizacji... i ... czas iść się zdrzemnąć...

Dobranoc

P.s. Miałem się zwijać... ale naturalnie jeszcze posiedziałem... i tak sposobem jest 3 20... w telewizji o sraskłaczu... pewnie jeszcze długo nie będę mógł usnąć... tak czy siak... dobranoc ;3

środa, 12 grudnia 2007

Hey pig

hey pig
yeah you
hey pig piggy pig pig pig
all of my fears came true
black and blue and broken bones you left me here I'm all alone
my little piggy needed something new
nothing can stop me now
I don't care anymore
nothing can stop me now
I just don't care
hey pig
nothing's turning out the way I planned
hey pig there's a lot of things I hoped you could help me understand
what am I supposed to do I lost my shit because of you
nothing can stop me now
I don't care anymore
nothing can stop me now
I just don't care
nothing can stop me now
you don't need me anymore
Posted by Picasa

niedziela, 9 grudnia 2007

Właśnie

Myślę sobie właśnie o kilku rzeczach... i czuję potrzebę napisania do Ciebie, co prawda nie wiem na jaki temat, ale on łatwo się znajdzie.

Wiem... mam potrzebę zaszaleć... nie wiem czemu po prostu to mi wtedy poprawia samopoczucie, to może właśnie wtedy jestem sobą? Wtedy czuję się wolnym człowiekiem. Od tego jest młodość... i mam ochotę mieć wszystko w dupie. Dlaczego mają mnie karać za to, że chcę wyglądać tak a nie inaczej? To jest ograniczanie wolności człowieka! To jest normalnie kurwa chore ! A potem będę stary i jak to napisałem już u ameby będę sobie siedział i srał z żalu nad sobą, bo nie zrobiłem wielu rzeczy w mojej młodości przez jakieś pieprzone zasady... chce żyć dla siebie a nie dla innych. Chcę żyć tak jak ja chce. Chcę się wyróżniać z tłumu moim wnętrzem, tak jak mnie nauczyła P. Jóźwiak. Ale chce też wyglądem... bo to nie jest mimo wszystko dla siebie, to kurde jest pokazanie innym swojego buntu, że robi się coś wbrew, bo jest zakazane... ale czy ja chce to zrobić bo jest zakazane? Dosłownie nie, ale może podświadomie, Czesiu ... no nie wiem. To takie zakręcone jest... Kuba kiedyś słusznie stwierdził, że są ludzie którzy mówią że ubierają się dla siebie, nie ubierają się dla siebie, bo skoro tak to chodzili by odpicowani 24/h, a nie gdy wracają do domu to ubierają się w zwykłe szmaty, ale gdy już idą się gdzieś pokazać to od razu się odpieprzają... Ale tak w ogóle to człowiek który ubiera się inaczej, mówi, że nie obchodzą go inni... ale owszem, obchodzą bo chce wyglądać inaczej, więc zależy mu na tym, by nikt nie pomyślał, patrz on ubiera się jak inni. Jemu zależy żeby ktoś pomyślał - patrz, ma własny styl, ubiera się inaczej. Ale ubierając się inaczej należy do grupy ludzi ubierających się inaczej, i tym samym nie wyróżnia się niczym... Wiec poniekąd najlepiej wyróżniać się wnętrzem... ale to wszystko takie pomieszane... ale gdyby rzeczywiście nie obchodziło mnie zdanie innych, to bym miał w dupie to, czy jestem podobny do kogoś innego, czy też nie jestem... nie przejmował bym się czy ludzie idą i myślą - ale debil, ma za krótkie spodnie czy inne takie x3 ... i tu pojawia się coś takiego, że powinno mnie interesować, czy się dobrze w moim ubraniu czuję... Ale człowiek się dobrze czuję, jeżeli dostaje odpowiednią reakcję od ludzi, typu, że jest zadowolony bo ludzie się na niego dziwnie patrzą, w sensie, że czuję że inaczej wygląda albo, że czuję, że podoba się ludziom... i inne takie... bynajmniej mi się tak wydaje...

Sumując... muszę nauczyć się totalnie mieć w dupie innych... z rozsądkiem...
robić to na co mam ochotę...
nauczyć się powoli łamać zasady, robić to na co mam ochotę... bo później już nigdy mogę nie mieć na to czasu, szansy.

Tyle Cześ i cześć x3

poniedziałek, 3 grudnia 2007

... a co to :#

To jest prosze Ciebie Czesiu zdjęcie, które wykonałem przed chwilą, jest właściwie wrzucone tutaj bez zadnej obróbki, dlatego bo jest późno i muszę iść spać... a chce pokazać to zdjęcie amebie... albowiem uwazam ze jest ciekawe ;3
Zaluje ze nie moge sie rozpisać Czesiu.
Dobranoc...
Posted by Picasa

niedziela, 2 grudnia 2007

Latam

Wiesz Czesiu... nie mam za dużo czasu... a może właściwie mam, i tak prędko pewnie nie pójdę sie myć. Zatem, dziś na zajęciach bardzo mi sie podobało... to było magiczne spotkanie... teatr... dziś dużo zrozumiałem... że teatr... to po prostu magia... to jest jak posiadanie jakiejś mocy... dopiero teraz to tak maksymalnie poczułem... na zajęciach było super... nie będę się o nich rozpisywać.

Gdy wracałem do domu... latałem... w ogóle nie byłem wolny od tak dawna... gdy wracałem pociągiem jak dawniej myślałem, że napisze do Ciebie... miałem Tyle do powiedzenia Ci...

A gdy szedłem przez park czułem, że mogę latać, że jestem o krok od odniesienia się od ziemi. Natomiast gdy wracałem od Cioci (bo byłem po "Łodzi" u Cioci na obiedzie)... gdy wracałem, to zamykałem oczy i unosiłem się... latałem z budynku na budynek... unosiłem się nad ulicami... wiatr wiał mocniej gdy wyżej wzlatywałem... no było niesamowicie... ale jedno co mi mogło wtedy doskwierać... to, że nie mogę z nikim podzielić tego uczucia... za każdym razem gdy o tym myślę uśmiecham się... to jest po prostu niesamowite... chciałbym to kiedyś powtórzyć... i chciałbym, żeby ktoś poczuł to co ja... po prostu brak mi słów na opisanie tego...

Czesiu... dobranoc...

sobota, 1 grudnia 2007

Rodzina

Wiesz Czesiu, miałem Ci napisać, że moja rodzina jest super, wymienić jej zalety. Ale jak zacząłem myśleć o zaletach to i przyszły wady... i nie jest tak łatwo... ale w gruncie rzeczy zaciślając sie tylko do mojego domu, w sensie mojej najbliższej rodziny, to od razu łatwiej.

Jest mi łatwo mówić o mojej najbliższej rodzinie, bo mam porównanie do innych. Po prostu przerażają mnie niektórzy ludzie. Rodziny w których po prostu władze ma kasa xD! Ale tak jest... że zazwyczaj kto ma więcej kasy, ten w domu ma dziwna sytuacje, ich rodzice są jacyś dziwni... moi rodzice... no są idealni... niemal. Po prostu wiadomo, że naturalne, że sie z nimi kłócę... ale po prostu czuje z nimi taka więź... na strasznie dużo mi pozwalają... ufają mi... ech potem skończę Ci pisać, bo rodzina sie zeszłą i imieniny czas zacząć...