wtorek, 15 lutego 2011

So, so you think you can tell

Dzisiaj nawet do Ciebie jest mi ciężko napisać. Oczywiście wszystko ubiorę w słowa, których potem nie zrozumiem. Ale tez postaram się nie rozwodzić nad sobą. To inna kwestia... znaczy owszem, będę się rozwodzić, ale w taki bardziej ogólny sposób.

Mianowicie, zastanawiam się nad sobą. Dochodzę do wniosku, że coś jest ze mną nie tak albo z otoczeniem. Najchętniej bym uciekł gdzieś daleko. Tak, pisze dwudziestolatek, rocznikiem dwadzieścia jedno letni facet, brzmiący jak dziecko. Chociaż ogólnie rzecz biorąc czuję się bardziej starszy niż ever before. Wiadomo, co ma na to wpływ. Wiadomo, bo uważam, że ma. Cała psychiczna przemiana człowieka się z tym wiąże. Imho. Ale ja jak zwykle poleciałem dygresjami. Skoro przerywam sam sobie, to jak mogę nie przerywać innym? Jezu, jak ja obgryzam palce teraz jak pisze... nie fajnie. Chciałbym uciec, bo to najprostsze i najgłupsze co można zrobić. Ale nikt nie powiedział, że jestem mądry i mam sobie życie utrudniać.

I tak sobie życie utrudniam. Na całej linii. Zamiast zrobić coś z tym, ja lubuję się w brnięciu w większe gówno i psuciu wszystkiego. Najgorsze jest ostatnio to, że czuję się w tym wszystkim taki sam, odosobniony. Tak właściwie boję się z kimkolwiek rozmawiać.

Kupiłem dziś za złotówkę książkę... pójdę po coś słodkiego i kontynuuje jej czytanie, wstanę jutro i zacznę dalej może sprzątać pokój. Zacznę uczyć się na poprawki. Shine on you crazy diamond. Postaram się wykorzystać jakoś ten dzień, przytnę włosy. Będzie dobrze.

piątek, 11 lutego 2011

Fajnie jest, a czas leci, jest względnie po sesji.

Siedzę sobie i myślę, żeby napisać. Napisać dla siebie. Ostatnio często mam ochotę napisać do Ciebie. W pewnym sensie znów mam potrzebę, a właściwie nie mam innej możliwości - bynajmniej na chwilę obecną, pogadać z kimś innym. Tak czy inaczej, dziś oto miała zacząć się moja rewolucja pokojowa, miałem posprzątać ten burdel, który buduje się tutaj od bardzo dawna. Dziś jest względny termin "po sesji", względny definitywnie.

Miałem niecny plan, żeby spać do 12, wstać, ogarnąć pokój. W nocy mi się trochę plany pozmieniały, dlatego jest 10 10, ja jestem kompletnie niewyspany, ale w jakimś sensie zadowolony z siebie. Nie chce mi się nic robić. Mam ochotę na coś słodkiego, a rewolucja pokojowa czeka.

Odkurzacz już cicho dyszy, schowany w szafce pod umywalką, szmatka do kurzu już się elektryzuje by zbierać więcej kurzu, a wszystkie śmieci i niepotrzebne przedmioty w moim pokoju drżą przed moim zdecydowanym krokiem ku przywróceniu świetności pokoju.

Czas więc podjąć kroki ku łóżku, lub kuchni.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Tak Czesiu

Tak to właśnie jest... na szybie krople deszczu jak w teledysku z dzieciństwa.
A ja siedzę zamiast spać. I myślę... naprawdę powinienem coś zrobić żeby przestać.
Wiem!

Idę spać, zanim dojdzie do samospełnienia przepowiedni ;3

wtorek, 12 stycznia 2010

mimonia

Piszę do mojego przyjaciela Czesia. Czesiu narodził się w lipcu, dziewiątego, roku 2005. H: 02:16:45. Jest dla mnie.

sobota, 9 stycznia 2010

pekape

Pewnie zastanawiasz się kim jestem, pytasz czemu to zrobiłem, komentujesz to, oceniasz. Zrobiłem to z wielu przyczyn - nudy, chęci przełamania siebie samego, chęci sprawdzenia czy zareagujesz.

Właściwie... to głównie chyba kierowało mną to... aby zrobić coś takiego, nieważne jakie będą konsekwencje, ale wpłynę jakoś na Twoje życie. Bo wydaje mi się, że wobec takiego czegoś nie da się obojętnie przejść...

Dla mnie to było coś niesamowitego... po raz kolejny przekroczyłem swój most - kto wie, być może następnym razem go spale, tak by wypadało.

Wracając do domu, myślałem co bym Ci odpowiedział, jednym z pomysłów było - by sprawdzić, czy zareagujesz, czy będziesz mieć odwagę, chęć...

To swego rodzaju eksperyment, ale i moja terapia... by pokonać swoje ego... by móc przestać myśleć o tym co nieważne, powierzchowne, by żyć tu i teraz.

to ja, gudi

niedziela, 13 grudnia 2009

Już nic

Powiedziałem Mamie ;3

niedziela, 6 grudnia 2009

Sok pomarańczowy...

Nie wiem czemu, ale po prostu się odciąłem... cała ta przygoda z pisaniem do różnych ludzi... po czym okazuje się... że nie tylko ja zrobiłem sobie przerwę, inni czy to zmienili nazwę bloga, czy też w ogóle go usunęli...

Ostatnio mam tak, że chciałbym znów zaszaleć i zasmakować buntu... ale jak to na jednym blogu znalazłem, zresztą słusznie

“Żyjemy w czasach w których dla większości życie składa się z buntu, łamania granic i dążenia do anarchii. Bunt stał się kultem ogółu, więc jedyne co powinieneś zrobić to przestać się buntować i ruszyć dupę do pracy.”
— M.Placebo

bunt jest swego rodzaju ucieczką dla mnie od moich myśli. Nie podoba mi się to wszystko... czuję po prostu strach, brak pewności siebie i niechęć do jutra. Tak do dupy ale cóż... to normalnie, że tak mnie się zmienia ;3

Nie zmienia się chyba ostatnio to... że faktycznie mam w poważaniu pewne kwestie... i dobrze mi z tym.

Jednakże chciałbym wybiec biegnąć i się spełnić i nie chciałbym.