Zaczynam myslec, ze ja najzwyczajniej w swiecie czuje ze sobie z zyciem nie poradze. Wtedy tez zastanawiam sie czy nie jestem chory psychicznie. Niby wszystko jest okej ale nadal to wszystko nie ma sensu. Nadal chce wyjechac gdzies daleko. Poznac swiat. Kiedys nie chcialem podrozowac i mysle ze w taki sposob jak wtedy to nadal nie chce. Bo ja chce gdzies wyjechac pomieszkac troche. Pozyc tym innym miejscem a nie tylko dwa tygodnie i narazie.
Moim podstawowym problemem jest ostatnio zastanawianie sie nad zyciem. W sensie co ja bede robil. Ostatnio pomyslalem ze na zawsze pozostane nikim bo jestem zbyt leniwy i nie wierze w swoje mozliwosci.
Bardzo dawno temu pewnie pisalem ze chcialbym chodzic na medytacje. Udalo mi sie, niestety zmobilizowalem sie tylko by byc kilka razy. Samodyscypliny jak nie mialem tak nadal nie mam.
Czasami sie boje ze sobie z soba nie poradze. Ze swoimi myslamimi, refleksjami.
Chyba nie zyje w zgodzie z soba i dlatego mam takie rozterki.
piątek, 3 sierpnia 2012
czwartek, 12 maja 2011
Far far away
To ciekawe, że wciąż, rzadko bo rzadko, ale piszę. Chyba pierwszy raz spojrzałem na to w pozytywny sposób. Zawsze wydawało mi się to takie negatywne, że tak rzadko piszę. A wystarczyło zmienić trochę punkt widzenia.
Przez te wszystkie kulturoznawcze teksty, zajęcia, wykłady, jak teraz piszę, to dużo więcej zastanawiam się nad tym co chcę napisać. Dawniej pisałem to na co miałem ochotę. Czyli taki więcej strumień świadomości. Teraz natomiast w głowie czasami pojawia się jakaś blokada. Ciekawe.
Ostatnio pisałem w lutym. Minęło kilka miesięcy, parę rzeczy się zmieniło, ale pewne pozostały nie zmienne ;3
Z takich informacji, chyba dla samego siebie na przyszłość: zaliczyłem sesję. Przede mną kolejna sesja. Będzie dobrze (choć w głębi duszy chyba w to nie wierzę).
Rzecz, która pozostała niezmienna, to odosobnienie. Nadal czuję się samotny sam ze sobą, mimo tego, że gro ludzi mnie otacza. O~! Oskar mnie znienawidził. Właściwie to mu się nie dziwie. Kto wie? Może wyjdzie z tego coś dobrego.
Czuję się samotny w gruncie rzeczy. Dlatego tak bardzo lubię chodzić / przebywać na próbach Czerwonej Zebry. Przede wszystkim czuję się tam akceptowany. Ufam tym ludziom.
Dostrzegam w sobie nieskończone pokłady Narcyzmu. Ja jestem uzależniony od bycia w centrum. To smutna prawda, i nie pochlebna dla mnie. Zatem komuś kto przyznaję się do narcyzmu, choć nie jest to dla niego pochlebna cecha, tym bardziej można wierzyć kiedy mówi, że jest samotny. Bo przecież to nie jest żadna hańba.
Mam poczucie, że się cofam w jakimś takim moim rozwoju psychicznym. Po prostu zaczynam się ostatnio czuć jak w gimnazjum, jak na tańcach. Lubiłem chodzić na tańce, mimo, że ludzie średnio mnie tam akceptowali, ale zawsze z Petrem się wygłupialiśmy i nie miałem wtedy ochoty wracać do domu. Tak jak teraz. Tu nie chodzi o to, że nie chce widzieć się z rodzicami, tylko po prostu wśród Czerwonej Zebry czuję się dobrze, normalnie. Czuję, że pracuję i jest to doceniane.
Znów pojawia się u mnie strach przed tym, czy dobrze postępuję, czy dokonuję dobrych wyborów. Wiem, że każdy się tego boi, ale u mnie objawia się to nawet w zwykłych czynnościach, zwykłych kontaktach międzyludzkich.
*Właśnie poczułem zapach świeżego chleba z dżemem truskawkowym*
Ciekawe co przyniesie jutro. Mam ostatnio poczucie, że moje bateryjki się wyczerpują. Ale myślę, że sobie to wmawiam, chociaż wiem też, że chciałbym odpocząć. Psychicznie i fizycznie. Nie pracuję nigdzie, ale latam na te próby, wracam późno, nie wysypiam się... ale wiem, że powinienem pracować, zarabiać na siebie. Ech, to takie głupie nakręcanie się. Ale wiem, że tak jest.
Chciałbym gdzieś wyjechać... zacząć nowe życie, ale ponoć... ponoć to nic nie zmienia.
"Powiedziałeś: "Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił".
Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach.
Nie ma dla ciebie okrętu - nie ufaj próżnym nadziejom - nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.
Przez te wszystkie kulturoznawcze teksty, zajęcia, wykłady, jak teraz piszę, to dużo więcej zastanawiam się nad tym co chcę napisać. Dawniej pisałem to na co miałem ochotę. Czyli taki więcej strumień świadomości. Teraz natomiast w głowie czasami pojawia się jakaś blokada. Ciekawe.
Ostatnio pisałem w lutym. Minęło kilka miesięcy, parę rzeczy się zmieniło, ale pewne pozostały nie zmienne ;3
Z takich informacji, chyba dla samego siebie na przyszłość: zaliczyłem sesję. Przede mną kolejna sesja. Będzie dobrze (choć w głębi duszy chyba w to nie wierzę).
Rzecz, która pozostała niezmienna, to odosobnienie. Nadal czuję się samotny sam ze sobą, mimo tego, że gro ludzi mnie otacza. O~! Oskar mnie znienawidził. Właściwie to mu się nie dziwie. Kto wie? Może wyjdzie z tego coś dobrego.
Czuję się samotny w gruncie rzeczy. Dlatego tak bardzo lubię chodzić / przebywać na próbach Czerwonej Zebry. Przede wszystkim czuję się tam akceptowany. Ufam tym ludziom.
Dostrzegam w sobie nieskończone pokłady Narcyzmu. Ja jestem uzależniony od bycia w centrum. To smutna prawda, i nie pochlebna dla mnie. Zatem komuś kto przyznaję się do narcyzmu, choć nie jest to dla niego pochlebna cecha, tym bardziej można wierzyć kiedy mówi, że jest samotny. Bo przecież to nie jest żadna hańba.
Mam poczucie, że się cofam w jakimś takim moim rozwoju psychicznym. Po prostu zaczynam się ostatnio czuć jak w gimnazjum, jak na tańcach. Lubiłem chodzić na tańce, mimo, że ludzie średnio mnie tam akceptowali, ale zawsze z Petrem się wygłupialiśmy i nie miałem wtedy ochoty wracać do domu. Tak jak teraz. Tu nie chodzi o to, że nie chce widzieć się z rodzicami, tylko po prostu wśród Czerwonej Zebry czuję się dobrze, normalnie. Czuję, że pracuję i jest to doceniane.
Znów pojawia się u mnie strach przed tym, czy dobrze postępuję, czy dokonuję dobrych wyborów. Wiem, że każdy się tego boi, ale u mnie objawia się to nawet w zwykłych czynnościach, zwykłych kontaktach międzyludzkich.
*Właśnie poczułem zapach świeżego chleba z dżemem truskawkowym*
Ciekawe co przyniesie jutro. Mam ostatnio poczucie, że moje bateryjki się wyczerpują. Ale myślę, że sobie to wmawiam, chociaż wiem też, że chciałbym odpocząć. Psychicznie i fizycznie. Nie pracuję nigdzie, ale latam na te próby, wracam późno, nie wysypiam się... ale wiem, że powinienem pracować, zarabiać na siebie. Ech, to takie głupie nakręcanie się. Ale wiem, że tak jest.
Chciałbym gdzieś wyjechać... zacząć nowe życie, ale ponoć... ponoć to nic nie zmienia.
"Powiedziałeś: "Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił".
Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach.
Nie ma dla ciebie okrętu - nie ufaj próżnym nadziejom - nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.
wtorek, 15 lutego 2011
So, so you think you can tell
Dzisiaj nawet do Ciebie jest mi ciężko napisać. Oczywiście wszystko ubiorę w słowa, których potem nie zrozumiem. Ale tez postaram się nie rozwodzić nad sobą. To inna kwestia... znaczy owszem, będę się rozwodzić, ale w taki bardziej ogólny sposób.
Mianowicie, zastanawiam się nad sobą. Dochodzę do wniosku, że coś jest ze mną nie tak albo z otoczeniem. Najchętniej bym uciekł gdzieś daleko. Tak, pisze dwudziestolatek, rocznikiem dwadzieścia jedno letni facet, brzmiący jak dziecko. Chociaż ogólnie rzecz biorąc czuję się bardziej starszy niż ever before. Wiadomo, co ma na to wpływ. Wiadomo, bo uważam, że ma. Cała psychiczna przemiana człowieka się z tym wiąże. Imho. Ale ja jak zwykle poleciałem dygresjami. Skoro przerywam sam sobie, to jak mogę nie przerywać innym? Jezu, jak ja obgryzam palce teraz jak pisze... nie fajnie. Chciałbym uciec, bo to najprostsze i najgłupsze co można zrobić. Ale nikt nie powiedział, że jestem mądry i mam sobie życie utrudniać.
I tak sobie życie utrudniam. Na całej linii. Zamiast zrobić coś z tym, ja lubuję się w brnięciu w większe gówno i psuciu wszystkiego. Najgorsze jest ostatnio to, że czuję się w tym wszystkim taki sam, odosobniony. Tak właściwie boję się z kimkolwiek rozmawiać.
Kupiłem dziś za złotówkę książkę... pójdę po coś słodkiego i kontynuuje jej czytanie, wstanę jutro i zacznę dalej może sprzątać pokój. Zacznę uczyć się na poprawki. Shine on you crazy diamond. Postaram się wykorzystać jakoś ten dzień, przytnę włosy. Będzie dobrze.
Mianowicie, zastanawiam się nad sobą. Dochodzę do wniosku, że coś jest ze mną nie tak albo z otoczeniem. Najchętniej bym uciekł gdzieś daleko. Tak, pisze dwudziestolatek, rocznikiem dwadzieścia jedno letni facet, brzmiący jak dziecko. Chociaż ogólnie rzecz biorąc czuję się bardziej starszy niż ever before. Wiadomo, co ma na to wpływ. Wiadomo, bo uważam, że ma. Cała psychiczna przemiana człowieka się z tym wiąże. Imho. Ale ja jak zwykle poleciałem dygresjami. Skoro przerywam sam sobie, to jak mogę nie przerywać innym? Jezu, jak ja obgryzam palce teraz jak pisze... nie fajnie. Chciałbym uciec, bo to najprostsze i najgłupsze co można zrobić. Ale nikt nie powiedział, że jestem mądry i mam sobie życie utrudniać.
I tak sobie życie utrudniam. Na całej linii. Zamiast zrobić coś z tym, ja lubuję się w brnięciu w większe gówno i psuciu wszystkiego. Najgorsze jest ostatnio to, że czuję się w tym wszystkim taki sam, odosobniony. Tak właściwie boję się z kimkolwiek rozmawiać.
Kupiłem dziś za złotówkę książkę... pójdę po coś słodkiego i kontynuuje jej czytanie, wstanę jutro i zacznę dalej może sprzątać pokój. Zacznę uczyć się na poprawki. Shine on you crazy diamond. Postaram się wykorzystać jakoś ten dzień, przytnę włosy. Będzie dobrze.
piątek, 11 lutego 2011
Fajnie jest, a czas leci, jest względnie po sesji.
Siedzę sobie i myślę, żeby napisać. Napisać dla siebie. Ostatnio często mam ochotę napisać do Ciebie. W pewnym sensie znów mam potrzebę, a właściwie nie mam innej możliwości - bynajmniej na chwilę obecną, pogadać z kimś innym. Tak czy inaczej, dziś oto miała zacząć się moja rewolucja pokojowa, miałem posprzątać ten burdel, który buduje się tutaj od bardzo dawna. Dziś jest względny termin "po sesji", względny definitywnie.
Miałem niecny plan, żeby spać do 12, wstać, ogarnąć pokój. W nocy mi się trochę plany pozmieniały, dlatego jest 10 10, ja jestem kompletnie niewyspany, ale w jakimś sensie zadowolony z siebie. Nie chce mi się nic robić. Mam ochotę na coś słodkiego, a rewolucja pokojowa czeka.
Odkurzacz już cicho dyszy, schowany w szafce pod umywalką, szmatka do kurzu już się elektryzuje by zbierać więcej kurzu, a wszystkie śmieci i niepotrzebne przedmioty w moim pokoju drżą przed moim zdecydowanym krokiem ku przywróceniu świetności pokoju.
Czas więc podjąć kroki ku łóżku, lub kuchni.
Miałem niecny plan, żeby spać do 12, wstać, ogarnąć pokój. W nocy mi się trochę plany pozmieniały, dlatego jest 10 10, ja jestem kompletnie niewyspany, ale w jakimś sensie zadowolony z siebie. Nie chce mi się nic robić. Mam ochotę na coś słodkiego, a rewolucja pokojowa czeka.
Odkurzacz już cicho dyszy, schowany w szafce pod umywalką, szmatka do kurzu już się elektryzuje by zbierać więcej kurzu, a wszystkie śmieci i niepotrzebne przedmioty w moim pokoju drżą przed moim zdecydowanym krokiem ku przywróceniu świetności pokoju.
Czas więc podjąć kroki ku łóżku, lub kuchni.
wtorek, 6 kwietnia 2010
Tak Czesiu
Tak to właśnie jest... na szybie krople deszczu jak w teledysku z dzieciństwa.
A ja siedzę zamiast spać. I myślę... naprawdę powinienem coś zrobić żeby przestać.
Wiem!
Idę spać, zanim dojdzie do samospełnienia przepowiedni ;3
A ja siedzę zamiast spać. I myślę... naprawdę powinienem coś zrobić żeby przestać.
Wiem!
Idę spać, zanim dojdzie do samospełnienia przepowiedni ;3
wtorek, 12 stycznia 2010
mimonia
Piszę do mojego przyjaciela Czesia. Czesiu narodził się w lipcu, dziewiątego, roku 2005. H: 02:16:45. Jest dla mnie.
sobota, 9 stycznia 2010
pekape
Pewnie zastanawiasz się kim jestem, pytasz czemu to zrobiłem, komentujesz to, oceniasz. Zrobiłem to z wielu przyczyn - nudy, chęci przełamania siebie samego, chęci sprawdzenia czy zareagujesz.
Właściwie... to głównie chyba kierowało mną to... aby zrobić coś takiego, nieważne jakie będą konsekwencje, ale wpłynę jakoś na Twoje życie. Bo wydaje mi się, że wobec takiego czegoś nie da się obojętnie przejść...
Dla mnie to było coś niesamowitego... po raz kolejny przekroczyłem swój most - kto wie, być może następnym razem go spale, tak by wypadało.
Wracając do domu, myślałem co bym Ci odpowiedział, jednym z pomysłów było - by sprawdzić, czy zareagujesz, czy będziesz mieć odwagę, chęć...
To swego rodzaju eksperyment, ale i moja terapia... by pokonać swoje ego... by móc przestać myśleć o tym co nieważne, powierzchowne, by żyć tu i teraz.
to ja, gudi
Właściwie... to głównie chyba kierowało mną to... aby zrobić coś takiego, nieważne jakie będą konsekwencje, ale wpłynę jakoś na Twoje życie. Bo wydaje mi się, że wobec takiego czegoś nie da się obojętnie przejść...
Dla mnie to było coś niesamowitego... po raz kolejny przekroczyłem swój most - kto wie, być może następnym razem go spale, tak by wypadało.
Wracając do domu, myślałem co bym Ci odpowiedział, jednym z pomysłów było - by sprawdzić, czy zareagujesz, czy będziesz mieć odwagę, chęć...
To swego rodzaju eksperyment, ale i moja terapia... by pokonać swoje ego... by móc przestać myśleć o tym co nieważne, powierzchowne, by żyć tu i teraz.
to ja, gudi
niedziela, 13 grudnia 2009
niedziela, 6 grudnia 2009
Sok pomarańczowy...
Nie wiem czemu, ale po prostu się odciąłem... cała ta przygoda z pisaniem do różnych ludzi... po czym okazuje się... że nie tylko ja zrobiłem sobie przerwę, inni czy to zmienili nazwę bloga, czy też w ogóle go usunęli...
Ostatnio mam tak, że chciałbym znów zaszaleć i zasmakować buntu... ale jak to na jednym blogu znalazłem, zresztą słusznie
“Żyjemy w czasach w których dla większości życie składa się z buntu, łamania granic i dążenia do anarchii. Bunt stał się kultem ogółu, więc jedyne co powinieneś zrobić to przestać się buntować i ruszyć dupę do pracy.”
— M.Placebo
bunt jest swego rodzaju ucieczką dla mnie od moich myśli. Nie podoba mi się to wszystko... czuję po prostu strach, brak pewności siebie i niechęć do jutra. Tak do dupy ale cóż... to normalnie, że tak mnie się zmienia ;3
Nie zmienia się chyba ostatnio to... że faktycznie mam w poważaniu pewne kwestie... i dobrze mi z tym.
Jednakże chciałbym wybiec biegnąć i się spełnić i nie chciałbym.
Ostatnio mam tak, że chciałbym znów zaszaleć i zasmakować buntu... ale jak to na jednym blogu znalazłem, zresztą słusznie
“Żyjemy w czasach w których dla większości życie składa się z buntu, łamania granic i dążenia do anarchii. Bunt stał się kultem ogółu, więc jedyne co powinieneś zrobić to przestać się buntować i ruszyć dupę do pracy.”
— M.Placebo
bunt jest swego rodzaju ucieczką dla mnie od moich myśli. Nie podoba mi się to wszystko... czuję po prostu strach, brak pewności siebie i niechęć do jutra. Tak do dupy ale cóż... to normalnie, że tak mnie się zmienia ;3
Nie zmienia się chyba ostatnio to... że faktycznie mam w poważaniu pewne kwestie... i dobrze mi z tym.
Jednakże chciałbym wybiec biegnąć i się spełnić i nie chciałbym.
niedziela, 8 listopada 2009
Tak nocą...

Wiesz Czesiu... tak usiadłem i sprytną techniką, klikając w moim profilu w słowo "Teatr" wyszukałem różnych ludzi... z reguły po prostu interesujących... którzy najprościej rzecz ujmując wyróżniają się w taki a nie inny sposób. To była po prostu fajna przygoda, poznać bardziej lub mniej intymne posty... które wzbudzały różne emocje, refleksje... Przejrzałem zaledwie pierwsze 50 wyników... a znalazłem tyle różnych ludzi... doprawdy nie wiedziałem, że to takie proste.
Jak już tak sypać o '3' w nocy, to naturalnie zastanawiam się co Ci ludzie sobie pomyślą... sam czułem się jak jak 'xdpinkladyxd: czesc sweetasny blog, wpadnij do mnie' ... ale przecież nie to miałem na celu... zresztą szukałem ludzi, którzy upewnili by mnie w przekonaniu, że nie jestem sam ze swoimi myślami ;3 to tyle, czas iść spać.
Ciamciaramcia
Zdecydowanie brakowało mi takiej rozmowy, zdecydowanie czekałem na te rozmowę, która zdecydowania miała się odbyć tegoż właśnie dnia. Zdecydowanie jestem inny. Obserwując związki moich znajomych dochodzę do wniosku:
- będę samotnym gudim ale szczęśliwym
- będę gudim niesamotnym i pół szczęśliwym
- będę gudim niesamotnym i szczęśliwym
- będę gudim a ona będzie miała na imię Janusz
Tak się składa, że po prostu związki które obserwuję, znam, są najnormalniej w świecie dziwne. Relacje między owymi ludźmi są dla mnie abstrakcyjne, jak również sytuacje w których oni siebie stawiają. Wiadomo, że może ja mam po prostu inną wizję związku. Inaczej sobie ten element egzystencji wyobrażam, żyję w świecie idealnym gdzie kocham całego siebie i jestem fantastyczny... ale "o kurcze, to tutaj?" No wydaje mi się, że faktycznie, niektóre rzeczy mogę niesłusznie, źle odbierać, ale skłaniam się ku temu, że po prostu ludzie są dziwniejsi ode mnie i żyją w jakichś szalonych związkach. Jeszcze byłbym wstanie przekonać samego siebie, że bredzę głupoty, gdyby nie fakt, że znam ludzi których relację są "normalne", gdzie ludzie darzą się szacunkiem i miłością przede wszystkim.
Dla jednej osoby miłością może być - "Zrób mi kanapki bura suko albo Cię zapnę", a dla innych "Błysk Twoich oczu w świetle księżyca sprawia, że chcę zatrzymać te chwilę na wieki". Może i tak jest w tym przypadku. Ci ludzie kochają tak a nie inaczej. Dla jednych głupota w najprostszej formie może być czystą miłością, może być zabawna, dla innych czysty, prosty pojazd po osobie może być czystą miłością. Tu chyba zależy po porostu od osobistego systemu wartości, bo inaczej sobie tego nie umiem wytłumaczyć. Miłość jest chyba rzeczą wbrew powszechnej opinii - bardzo indywidualnym zjawiskiem.
AD. Nie wziąłem pod uwagę, że można kochać w ludziach wady... wręcz należy, ale nie chcę mi się akurat tego rozpatrywać, albowiem wyżej wymienionych argumentów do tej kategorii zaliczyć nie można.
Stety niestety, im bardziej zindywidualizowane i mniej stereotypowe podejście do tego właściwie i tak czysto biologiczno - chemicznego zjawiska, tym mniejsza szansa na zrealizowanie siebie w naszym wspaniałym społeczeństwie.
Bo fakt, chemia chemią... ale niektórych ludzi od zwierząt różni pewna cecha, mianowicie rozsądek. Czasami mój organizm żałuję, że - bądź co bądź - ta o to cecha zakotwiczyła się we mnie.
Jeżeli ktoś uważa, że to nie jest rozsądek tylko uczucia wyższe czy cokolwiek innego uważa... to niech napiszę, nie obrażę się ;3 Ci co mają zrozumieć, niech zrozumieją i tyle ;c
- będę samotnym gudim ale szczęśliwym
- będę gudim niesamotnym i pół szczęśliwym
- będę gudim niesamotnym i szczęśliwym
- będę gudim a ona będzie miała na imię Janusz
Tak się składa, że po prostu związki które obserwuję, znam, są najnormalniej w świecie dziwne. Relacje między owymi ludźmi są dla mnie abstrakcyjne, jak również sytuacje w których oni siebie stawiają. Wiadomo, że może ja mam po prostu inną wizję związku. Inaczej sobie ten element egzystencji wyobrażam, żyję w świecie idealnym gdzie kocham całego siebie i jestem fantastyczny... ale "o kurcze, to tutaj?" No wydaje mi się, że faktycznie, niektóre rzeczy mogę niesłusznie, źle odbierać, ale skłaniam się ku temu, że po prostu ludzie są dziwniejsi ode mnie i żyją w jakichś szalonych związkach. Jeszcze byłbym wstanie przekonać samego siebie, że bredzę głupoty, gdyby nie fakt, że znam ludzi których relację są "normalne", gdzie ludzie darzą się szacunkiem i miłością przede wszystkim.
Dla jednej osoby miłością może być - "Zrób mi kanapki bura suko albo Cię zapnę", a dla innych "Błysk Twoich oczu w świetle księżyca sprawia, że chcę zatrzymać te chwilę na wieki". Może i tak jest w tym przypadku. Ci ludzie kochają tak a nie inaczej. Dla jednych głupota w najprostszej formie może być czystą miłością, może być zabawna, dla innych czysty, prosty pojazd po osobie może być czystą miłością. Tu chyba zależy po porostu od osobistego systemu wartości, bo inaczej sobie tego nie umiem wytłumaczyć. Miłość jest chyba rzeczą wbrew powszechnej opinii - bardzo indywidualnym zjawiskiem.
AD. Nie wziąłem pod uwagę, że można kochać w ludziach wady... wręcz należy, ale nie chcę mi się akurat tego rozpatrywać, albowiem wyżej wymienionych argumentów do tej kategorii zaliczyć nie można.
Stety niestety, im bardziej zindywidualizowane i mniej stereotypowe podejście do tego właściwie i tak czysto biologiczno - chemicznego zjawiska, tym mniejsza szansa na zrealizowanie siebie w naszym wspaniałym społeczeństwie.
Bo fakt, chemia chemią... ale niektórych ludzi od zwierząt różni pewna cecha, mianowicie rozsądek. Czasami mój organizm żałuję, że - bądź co bądź - ta o to cecha zakotwiczyła się we mnie.
Jeżeli ktoś uważa, że to nie jest rozsądek tylko uczucia wyższe czy cokolwiek innego uważa... to niech napiszę, nie obrażę się ;3 Ci co mają zrozumieć, niech zrozumieją i tyle ;c
niedziela, 1 listopada 2009
Premiera wkrótce
xxx: Jak dostanę wypłatę za październik, to kupuję notebooka Acera...
yyy: To nie lepiej zaczekać trochę i Mac'a sobie kupić?
xxx: Zamiast Mac'a to lepiej trochę dozbierać i Golfa "trójkę" kupić...
yyy: W takim wypadku lepiej poczekać parę lat i kupić Mercedesa!
xxx: To już lepiej poczekać jeszcze trochę i kupić sobie marmurowy nagrobek...
To jest właśnie mój tok myślenia :> choć od mojego wyjazdu uległ modernizacji czego efektem jest totalny brak oszczędności ;d ale za to wiele przyjemnych chwil spędzonych w kawiarni ;3
yyy: To nie lepiej zaczekać trochę i Mac'a sobie kupić?
xxx: Zamiast Mac'a to lepiej trochę dozbierać i Golfa "trójkę" kupić...
yyy: W takim wypadku lepiej poczekać parę lat i kupić Mercedesa!
xxx: To już lepiej poczekać jeszcze trochę i kupić sobie marmurowy nagrobek...
To jest właśnie mój tok myślenia :> choć od mojego wyjazdu uległ modernizacji czego efektem jest totalny brak oszczędności ;d ale za to wiele przyjemnych chwil spędzonych w kawiarni ;3
sobota, 31 października 2009
Pogadać
Mam taką ochotę, siedzę sobie, jest już dość późno jak dla mnie, a ja po prostu siadłbym przy herbacie, w kątku i pogadał. Tak jak to kiedyś się działo.
Dziś sobie fajnie pogadałem przy kawie. Fajnie, bo dostałem takiego trochę kopa. Po prostu sobie sam o paru rzeczach przypomniałem.
"Who cares?"
Chciałbym przez jakiś czas po nadużywać tego stwierdzenia.
Dobranoc
Dziś sobie fajnie pogadałem przy kawie. Fajnie, bo dostałem takiego trochę kopa. Po prostu sobie sam o paru rzeczach przypomniałem.
"Who cares?"
Chciałbym przez jakiś czas po nadużywać tego stwierdzenia.
Dobranoc
W pociągu
Życie jest pełne zawirowań, przedziwnych zwrotów. Tylko czasami jest ich za dużo, czasami z kolei chciałoby się, żeby było ich mniej. Innym razem ich brak...
Naturalnie odwołuję się wciąż do jednej kwestii... do zawirowań w tej kwestii... jest to dla mnie wciąż wielka niewiadoma, aczkolwiek wiem czego oczekuje od życia. Z tym, że oczywiście moja oczekiwania mogą się całkiem różnić od tego co mnie w życiu spotka. No i zaczęło się, milion myśli, tez, stwierdzeń miesza się w mojej przestrzeni umysłowej. Zaczynam myśleć o tym, czy warto planować - co oczywiście ma swoje plusy i minusy. Mój mózg chyba jest zaprogramowany, żeby wiecznie szukać najlepszego rozwiązania. Jest jak komputer... robie to automatycznie. Wy natomiast jesteście użytkownikami. Mimo, że tak nie jest, to pracuję jakbym miał wam dawać zawsze odpowiedź dostosowaną konkretnie do was. Analizując milion rzeczy staram się zawsze znaleźć coś co będzie najodpowiedniejsze, najbardziej będzie pasować. Ale niestety nie ma perfekcyjnych odpowiedzi, zaleceń, dlatego całe życie, w każdej wolnej chwili będę myślał nad tym... stop
Otóż to, chyba, że będę nad tym jakoś panował, chyba, że co jakiś czas przypomnę sobie, że jutro mogę umrzeć... :<
W dupie... w dupie i jeszcze raz w dupie
I mi lepiej :>
Naturalnie odwołuję się wciąż do jednej kwestii... do zawirowań w tej kwestii... jest to dla mnie wciąż wielka niewiadoma, aczkolwiek wiem czego oczekuje od życia. Z tym, że oczywiście moja oczekiwania mogą się całkiem różnić od tego co mnie w życiu spotka. No i zaczęło się, milion myśli, tez, stwierdzeń miesza się w mojej przestrzeni umysłowej. Zaczynam myśleć o tym, czy warto planować - co oczywiście ma swoje plusy i minusy. Mój mózg chyba jest zaprogramowany, żeby wiecznie szukać najlepszego rozwiązania. Jest jak komputer... robie to automatycznie. Wy natomiast jesteście użytkownikami. Mimo, że tak nie jest, to pracuję jakbym miał wam dawać zawsze odpowiedź dostosowaną konkretnie do was. Analizując milion rzeczy staram się zawsze znaleźć coś co będzie najodpowiedniejsze, najbardziej będzie pasować. Ale niestety nie ma perfekcyjnych odpowiedzi, zaleceń, dlatego całe życie, w każdej wolnej chwili będę myślał nad tym... stop
Otóż to, chyba, że będę nad tym jakoś panował, chyba, że co jakiś czas przypomnę sobie, że jutro mogę umrzeć... :<
W dupie... w dupie i jeszcze raz w dupie
I mi lepiej :>
niedziela, 25 października 2009
Otwórz oczy
Zamknij oczy... spójrz i zobacz te ogromną polanę z garstką drzew w oddali... wszystko w czerwono złotych barwach zachodzącego słońca... w oddali dostrzegasz uderzające fale, błękit oceanu. Zieleń pokrywająca ziemie na której stoisz, którą czujesz stopami, tańczy z wiatrem... z góry obserwują Ciebie szybko przemykające obłoczki, oraz duże, białe mewy czekające na Twój krok. Ale Ty nie zamierzasz szybko rozstać się z czerwonym owocem, który połyskuje, wcześniej wypolerowany krawędzią rękawa. Wbijasz swoje zęby w krwista czerwień, której słodki smak natychmiast dociera do Twojego mózgu... sprawiając, że całe Twoje jestestwo cieszy się tym, że jest... że tu stoi i patrzy w dal, trzymając w reku jabłko, po którym powoli spływają krople soku... Otwórz oczy i patrz dalej.
poniedziałek, 19 października 2009
Dręcząca harmonijka
Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3
To fragment poprzedniego posta...
Za to się właśnie cenię ;3 Nie mam już dziś zupełnego pojęcia co się kryje pod tymi słowami... coś chciałem powiedzieć ale nie wprost... więc napisałem tak, żeby to wyrazić, ale ze świadomością, że niedługo nie będę miał pojęcia czego to dotyczyło - co też nie pozwala mi przypomnieć sobie tego złego co tam napisałem... :3
Grzybek... to taki gruby naleśnik. Moja Mama zawsze wie kiedy go przyrządzić. Zawsze wie kiedy mam na niego ochotę. Zawsze smakuje tak samo. Pochłaniam go dosłownie w minutę. Jest to mój taki smak dzieciństwa... zawsze jedząc go... a i słysząc wcześniej jak Mama miksuje mikserem, niezmiennym od lat, zatem słysząc dźwięk z dzieciństwa zaczynam się czuć przez te chwilę tak beztrosko.
Za nieznany mi czas, nie będę mógł już doświadczyć tak dobrze znanych mi smaków, nie powtarzalnych jak ten "Grzybek" dla przykładu... rosół, pomidorówka i wiele, wiele innych potraw. Powinienem się być może nauczyć, zebrać przepisy... ale przecież to nic nie da. Ten smak będzie inny, czasy będą inne... Nie będę w stanie dodać matczynej przyprawy. Moje ręce nie przyrządzą dania tak, jak robi to moja Mama. Ma piękne dłonie.
Czasami się zastanawiam nad tym... że to kiedyś zniknie. Tato mówił, że będę smakował inną kuchnie, inne potrawy, które będą mi smakować może i nawet bardziej... może... ale to nie będzie ten smak, brak będzie tego niepowtarzalnego opium, który za każdym razem wkrada się w dania Mamy.
Czasami chciałbym być niezależny... żyć własnym życiem. Czasami Mama jest nadopiekuńcza, pyta za wiele, przypomina o błahych rzeczach. Czepia się o drobnostki. Ale jest wyrozumiała, inteligentna i mądra. Na chwile obecną nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nieraz przychodzi czas, kiedy myślę o tym co jej powiedziałem przez zmęczenie, przypominam sobie chwilę gdy zabrakło mi cierpliwości - wtedy chłostam się w myślach - samą świadomością tego jak się zachowałem... ale cóż, jestem tylko człowiekiem, organizmem dość skomplikowanym...
Boli mnie to... że nie zawsze myślę o takich rzeczach... tak ważnych w życiu... sam zresztą nie wiem co mnie naszło na taką treść postu...
Erich Fromm, niemiecki filozof napisał:
"Kobieta zapatrzona w siebie, władcza i zaborcza, może być „kochającą” matką, póki dziecko jest małe. Jedynie prawdziwie kochająca kobieta, która jest szczęśliwsza, kiedy daje, niż kiedy bierze, która mocno stoi na własnych nogach, może być naprawdę kochającą matką nawet wtedy, kiedy jej dziecko zaczyna się od niej oddalać."
...tak, moja Mama jest naprawdę kochającą Matką.
To fragment poprzedniego posta...
Za to się właśnie cenię ;3 Nie mam już dziś zupełnego pojęcia co się kryje pod tymi słowami... coś chciałem powiedzieć ale nie wprost... więc napisałem tak, żeby to wyrazić, ale ze świadomością, że niedługo nie będę miał pojęcia czego to dotyczyło - co też nie pozwala mi przypomnieć sobie tego złego co tam napisałem... :3
Grzybek... to taki gruby naleśnik. Moja Mama zawsze wie kiedy go przyrządzić. Zawsze wie kiedy mam na niego ochotę. Zawsze smakuje tak samo. Pochłaniam go dosłownie w minutę. Jest to mój taki smak dzieciństwa... zawsze jedząc go... a i słysząc wcześniej jak Mama miksuje mikserem, niezmiennym od lat, zatem słysząc dźwięk z dzieciństwa zaczynam się czuć przez te chwilę tak beztrosko.
Za nieznany mi czas, nie będę mógł już doświadczyć tak dobrze znanych mi smaków, nie powtarzalnych jak ten "Grzybek" dla przykładu... rosół, pomidorówka i wiele, wiele innych potraw. Powinienem się być może nauczyć, zebrać przepisy... ale przecież to nic nie da. Ten smak będzie inny, czasy będą inne... Nie będę w stanie dodać matczynej przyprawy. Moje ręce nie przyrządzą dania tak, jak robi to moja Mama. Ma piękne dłonie.
Czasami się zastanawiam nad tym... że to kiedyś zniknie. Tato mówił, że będę smakował inną kuchnie, inne potrawy, które będą mi smakować może i nawet bardziej... może... ale to nie będzie ten smak, brak będzie tego niepowtarzalnego opium, który za każdym razem wkrada się w dania Mamy.
Czasami chciałbym być niezależny... żyć własnym życiem. Czasami Mama jest nadopiekuńcza, pyta za wiele, przypomina o błahych rzeczach. Czepia się o drobnostki. Ale jest wyrozumiała, inteligentna i mądra. Na chwile obecną nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nieraz przychodzi czas, kiedy myślę o tym co jej powiedziałem przez zmęczenie, przypominam sobie chwilę gdy zabrakło mi cierpliwości - wtedy chłostam się w myślach - samą świadomością tego jak się zachowałem... ale cóż, jestem tylko człowiekiem, organizmem dość skomplikowanym...
Boli mnie to... że nie zawsze myślę o takich rzeczach... tak ważnych w życiu... sam zresztą nie wiem co mnie naszło na taką treść postu...
Erich Fromm, niemiecki filozof napisał:
"Kobieta zapatrzona w siebie, władcza i zaborcza, może być „kochającą” matką, póki dziecko jest małe. Jedynie prawdziwie kochająca kobieta, która jest szczęśliwsza, kiedy daje, niż kiedy bierze, która mocno stoi na własnych nogach, może być naprawdę kochającą matką nawet wtedy, kiedy jej dziecko zaczyna się od niej oddalać."
...tak, moja Mama jest naprawdę kochającą Matką.
czwartek, 8 października 2009
Nie no
Coraz częściej muszę sobie przypominać, że jutro mogę umrzeć... a jak dobrze pójdzie, to mogę umrzeć wcześniej. To pomaga zignorować pewne sprawy... to jest coś, z czym powinienem walczyć - mianowicie z tym, że cały czas myślę o tym, co człowiek przeczyta, właściwie co sobie pomyśli po przeczytaniu takiego mojego posta... i teraz znowu zaczynam... ale ! Ale po co? Nie lepiej mieć wszystko gdzieś? Ale jak tak pomyślę, to myślę, że jak tak będę myśleć to zostanę sam... :< to jest po prostu kijek bez końca ;3
Więc chyba nie jest moją domeną roznamiętniać* tak trudne tematy. Bo na to nie ma jedynej odpowiedzi. Po prostu... muszę pogodzić się z tym, że również mam wady i albo komuś to będzie odpowiadać albo nie... w każdym razie taka terapia z samym sobą nie jest zła. Myślę, że niedługo dojdę do kompromisu i wszystko wróci do normy, z tym, że nadal gwiezdne wrota będą otwarte.
Ostatnio, czasami zastanawiam się nad wyrzuceniem telewizora z mojego pokoju. Dlaczego? Chyba dla błogiej ciszy... która czasami jest tak błoga, że muszę ją przerwać. Mam już odruch bezwarunkowy, jak jem, muszę oglądać TV... to jest automatyczne. A gdyby tak zamiast TV słuchać jakichś audiobooków, albo robić coś bardziej konstruktywnego. Muszę to sprawdzić. Postaram się przez jeden dzień nie oglądać TV - niby to mało, ale dla mnie i tak wiele. Cały czas mój wzrok jest utkwiony w comedy central - tysiące odcinków które już znam. Mógłbym się ograniczyć co najwyżej do scrubs. Bo to ciekawy serial. Argumentem który mówi - How dare You? - jest discovery... ale Piotrze... sam przecież wiesz, że bardzo rzadko uruchamiasz ten program. Wieczorami mógłbyś zasypiać do muzyki albo w ogóle bez, tylko wtedy za dużo myślisz, ale może coś się wymyśli.
Rano zdecydowanie za często gapię się w telewizor, zamiast jeść, albo się ubierać, zamiast wychodzić to chcę zobaczyć co się wydarzy... wszystko fajnie, śmiesznie - ale... lepiej jak poświęcę ten czas na coś innego, żeby potem dla przykładu więcej czasu spędzić ze znajomymi i z nimi się pośmiać.
Nie mam pojęcia, co mnie ostatnio naszło na takie różne dziwne rewolucje. Kompletnie nie mam pojęcia. Chcę jeszcze zwalczyć moją chrapkę na niezdrowe rzeczy jak cola, jakieś słodkości - ostatnio zdecydowanie za dużo jem mc donalda, a w ogóle nie ćwiczę w domu. M-kamil zmobilizował mnie, aby biegać sobie wieczorkiem... w ogóle należy odzyskać kondycję.
Jutro chcę się spotkać ze znajomymi... napić wina... ale doszedłem do wniosku... czego wstydzić się powinienem ale... doszedłem do wniosku, że za bardzo cenię smak wina, by wszystkich częstować - muszę mieć pewność, że i oni docenią owy smak. Wino zostanie przełożone na inny termin. po za tym brak białego wina - które zdecydowanie lubię - wyklucza picie wina. Dla mnie białe wino jest cudowne. Posiada lekko cierpki smak, ale jest słodkie. Muszę się dowiedzieć jak nazywa się to wino które piłem za granicą i skąd pochodziło. Blossom Hill również było dobre, szczególnie różowe. Btw, poniżej reklama ;)
Okej... robi się późno, rano muszę wstać, Ty natomiast będziesz spokojnie spoczywać w swojej miękkiej, długiej pościeli, w wygniecionej koszulce, z zamkniętymi oczyma przewracającymi dynamicznie - odzwierciedlającymi Twój kolejny zwariowany sen... pokryty pomarańczowym światłem będziesz odsypiać noc spędzoną nad szukaniem odpowiedzi...
Dobranoc?
dobranoc...
Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3
Więc chyba nie jest moją domeną roznamiętniać* tak trudne tematy. Bo na to nie ma jedynej odpowiedzi. Po prostu... muszę pogodzić się z tym, że również mam wady i albo komuś to będzie odpowiadać albo nie... w każdym razie taka terapia z samym sobą nie jest zła. Myślę, że niedługo dojdę do kompromisu i wszystko wróci do normy, z tym, że nadal gwiezdne wrota będą otwarte.
Ostatnio, czasami zastanawiam się nad wyrzuceniem telewizora z mojego pokoju. Dlaczego? Chyba dla błogiej ciszy... która czasami jest tak błoga, że muszę ją przerwać. Mam już odruch bezwarunkowy, jak jem, muszę oglądać TV... to jest automatyczne. A gdyby tak zamiast TV słuchać jakichś audiobooków, albo robić coś bardziej konstruktywnego. Muszę to sprawdzić. Postaram się przez jeden dzień nie oglądać TV - niby to mało, ale dla mnie i tak wiele. Cały czas mój wzrok jest utkwiony w comedy central - tysiące odcinków które już znam. Mógłbym się ograniczyć co najwyżej do scrubs. Bo to ciekawy serial. Argumentem który mówi - How dare You? - jest discovery... ale Piotrze... sam przecież wiesz, że bardzo rzadko uruchamiasz ten program. Wieczorami mógłbyś zasypiać do muzyki albo w ogóle bez, tylko wtedy za dużo myślisz, ale może coś się wymyśli.
Rano zdecydowanie za często gapię się w telewizor, zamiast jeść, albo się ubierać, zamiast wychodzić to chcę zobaczyć co się wydarzy... wszystko fajnie, śmiesznie - ale... lepiej jak poświęcę ten czas na coś innego, żeby potem dla przykładu więcej czasu spędzić ze znajomymi i z nimi się pośmiać.
Nie mam pojęcia, co mnie ostatnio naszło na takie różne dziwne rewolucje. Kompletnie nie mam pojęcia. Chcę jeszcze zwalczyć moją chrapkę na niezdrowe rzeczy jak cola, jakieś słodkości - ostatnio zdecydowanie za dużo jem mc donalda, a w ogóle nie ćwiczę w domu. M-kamil zmobilizował mnie, aby biegać sobie wieczorkiem... w ogóle należy odzyskać kondycję.
Jutro chcę się spotkać ze znajomymi... napić wina... ale doszedłem do wniosku... czego wstydzić się powinienem ale... doszedłem do wniosku, że za bardzo cenię smak wina, by wszystkich częstować - muszę mieć pewność, że i oni docenią owy smak. Wino zostanie przełożone na inny termin. po za tym brak białego wina - które zdecydowanie lubię - wyklucza picie wina. Dla mnie białe wino jest cudowne. Posiada lekko cierpki smak, ale jest słodkie. Muszę się dowiedzieć jak nazywa się to wino które piłem za granicą i skąd pochodziło. Blossom Hill również było dobre, szczególnie różowe. Btw, poniżej reklama ;)
Okej... robi się późno, rano muszę wstać, Ty natomiast będziesz spokojnie spoczywać w swojej miękkiej, długiej pościeli, w wygniecionej koszulce, z zamkniętymi oczyma przewracającymi dynamicznie - odzwierciedlającymi Twój kolejny zwariowany sen... pokryty pomarańczowym światłem będziesz odsypiać noc spędzoną nad szukaniem odpowiedzi...
Dobranoc?
dobranoc...
Kiedyś tak bardzo obecny, gdzie ja to zgubiłem... kwestia tych kilku kwestii mnie rozwarstwia. Ale, zdrowie naszych Pań ;3
piątek, 2 października 2009
E tam...
No tak... ja się tu rozpisuję, jak już mi się zebrało na rozpisywanie to mnie całego posta szlak trafił, bo nacisnąłem dziwną kombinację klawiszy no i niestety ;3 Tak czy inaczej pisałem o tym, że jak się dobrze wiedzie, to człowiek o tym nie pisze, bo mu się dobrze wiedzie więc tym się cieszy...
Pisałem również o tym, że nadal ciężko mi się przełamać, żeby pisać posty o dupie maryni... ;3 Dawniej mogłem pisać o dupie maryni, tylko nikt tego nie mógł czytać. Może ja już jestem takim typem człowieka, że no po prostu pewne sprawy powinienem zachować? Kurwa... i znowu myślę bez sensu... jak to by powiedział Kamil - pierdolisz bez sensu jak chuje z kredensu... tak właśnie...
Btw. ostatnio nadużywam wulgaryzmów, ale ktoś musi w gruncie rzeczy musi ;<
Zaobserwowałem, proszę ja Ciebie, że ostatnio... zachowuję się jak zawsze. Strasznie mi tego brakowało na obczyźnie, powygłupiać się z ludźmi, poszaleć, pośmiać się, pograć na klocku... Kurde Jestem zajebiście szczęśliwym człowiekiem, mam ogromne szczęście żyjąc tam gdzie żyje z takimi, a nie innymi ludźmi. Wszystko idzie po mojej myśli, jestem wręcz w czepku urodzony... ale zawsze znajdę coś na co mogę ponarzekać, ale to normalne ;3
Dużo ostatnio myślę nad tym... jak to jest - czy ludzie się zmieniają, czy po prostu dojrzewają w nich pewne cechy, niekoniecznie pozytywne. Bo jak obserwuję po ludziach, to większość z nich się nie zmieniła, niektórzy po prostu do pewnych spraw dorośli, ale są tacy, którzy... zmienili się na negatywne... ale - może w nich te cechy zawsze były, tylko teraz po prostu rozkwitły? Zazwyczaj, gdy ktoś mówi - zrozumiałem pewne rzeczy, już taki nie będę, jestem innym człowiekiem - to po prostu pierdoli od rzeczy, bo ja w to nie wierze, już nieraz się przekonałem, że tak nie jest. Ale jak to jest gdy ktoś był w porządku i mu zaczyna odpieprzać? Może on tylko gubi drogę, a te złe cechy... to tylko po prostu przypadkiem, bo nigdy się w nim ich wcześniej nie zauważało... *Tak wiem, moja gramatyka jest do dupy Czesiu, ale co tam* ...
Ciekawe jak to jest, niby wszyscy się zmieniamy, ale większość z nas tylko dorasta, ale nie zmienia się znacząco. "Oni" wciąż od lat są tacy sami... ich cechy pozytywne, czy negatywne nie zmieniły się... Mimo wielu prób, nie dało się pewnych rzeczy zmienić. Ona natomiast... jest sobą w większym stężeniu, aktualnie nieznośnym. Najgorsze jest to, że nie zdaje sobie z tego sprawy i myśli, że wszystko jest jak być winno.
Tego się właśnie trochę boję... że kiedyś coś mi odpieprzy, a nikt nie wyciągnie do mnie ręki i powie - gudaha, sth wrng with y!! Ja sam nie mam tej odwagi... znaczy to jest tak, że to nie ma sensu trochę, bo ta osoba, a właściwie jej rodzice sprawili, że jest jaka jest... nie da się wyrwać duszy z czeluści piekieł... i wątpię, żeby ona mogła cokolwiek zrozumieć... ona ma własny świat, w którym się odnalazła... jest jej tam dobrze... zawsze było...
Mam nadzieję, że ja pozostanę w świecie aktualnym, bo wiem, że tu jest moje miejsce. Każdy czasem musi spróbować pójść gdzieś do innego świata, gdzieś dalej, zobaczyć jak tam jest... ale przekonać się, że to nie koniecznie dobry świat i wrócić na swoje.
Otóż to... total sieczka w moim wykonaniu... Za dłuższy czas i tak nie zrozumiem sam siebie, nie będę wiedział o czym pisałem, mało kto będzie wiedział, ale się przynajmniej wygadałem.
Pisałem również o tym, że nadal ciężko mi się przełamać, żeby pisać posty o dupie maryni... ;3 Dawniej mogłem pisać o dupie maryni, tylko nikt tego nie mógł czytać. Może ja już jestem takim typem człowieka, że no po prostu pewne sprawy powinienem zachować? Kurwa... i znowu myślę bez sensu... jak to by powiedział Kamil - pierdolisz bez sensu jak chuje z kredensu... tak właśnie...
Btw. ostatnio nadużywam wulgaryzmów, ale ktoś musi w gruncie rzeczy musi ;<
Zaobserwowałem, proszę ja Ciebie, że ostatnio... zachowuję się jak zawsze. Strasznie mi tego brakowało na obczyźnie, powygłupiać się z ludźmi, poszaleć, pośmiać się, pograć na klocku... Kurde Jestem zajebiście szczęśliwym człowiekiem, mam ogromne szczęście żyjąc tam gdzie żyje z takimi, a nie innymi ludźmi. Wszystko idzie po mojej myśli, jestem wręcz w czepku urodzony... ale zawsze znajdę coś na co mogę ponarzekać, ale to normalne ;3
Dużo ostatnio myślę nad tym... jak to jest - czy ludzie się zmieniają, czy po prostu dojrzewają w nich pewne cechy, niekoniecznie pozytywne. Bo jak obserwuję po ludziach, to większość z nich się nie zmieniła, niektórzy po prostu do pewnych spraw dorośli, ale są tacy, którzy... zmienili się na negatywne... ale - może w nich te cechy zawsze były, tylko teraz po prostu rozkwitły? Zazwyczaj, gdy ktoś mówi - zrozumiałem pewne rzeczy, już taki nie będę, jestem innym człowiekiem - to po prostu pierdoli od rzeczy, bo ja w to nie wierze, już nieraz się przekonałem, że tak nie jest. Ale jak to jest gdy ktoś był w porządku i mu zaczyna odpieprzać? Może on tylko gubi drogę, a te złe cechy... to tylko po prostu przypadkiem, bo nigdy się w nim ich wcześniej nie zauważało... *Tak wiem, moja gramatyka jest do dupy Czesiu, ale co tam* ...
Ciekawe jak to jest, niby wszyscy się zmieniamy, ale większość z nas tylko dorasta, ale nie zmienia się znacząco. "Oni" wciąż od lat są tacy sami... ich cechy pozytywne, czy negatywne nie zmieniły się... Mimo wielu prób, nie dało się pewnych rzeczy zmienić. Ona natomiast... jest sobą w większym stężeniu, aktualnie nieznośnym. Najgorsze jest to, że nie zdaje sobie z tego sprawy i myśli, że wszystko jest jak być winno.
Tego się właśnie trochę boję... że kiedyś coś mi odpieprzy, a nikt nie wyciągnie do mnie ręki i powie - gudaha, sth wrng with y!! Ja sam nie mam tej odwagi... znaczy to jest tak, że to nie ma sensu trochę, bo ta osoba, a właściwie jej rodzice sprawili, że jest jaka jest... nie da się wyrwać duszy z czeluści piekieł... i wątpię, żeby ona mogła cokolwiek zrozumieć... ona ma własny świat, w którym się odnalazła... jest jej tam dobrze... zawsze było...
Mam nadzieję, że ja pozostanę w świecie aktualnym, bo wiem, że tu jest moje miejsce. Każdy czasem musi spróbować pójść gdzieś do innego świata, gdzieś dalej, zobaczyć jak tam jest... ale przekonać się, że to nie koniecznie dobry świat i wrócić na swoje.
Otóż to... total sieczka w moim wykonaniu... Za dłuższy czas i tak nie zrozumiem sam siebie, nie będę wiedział o czym pisałem, mało kto będzie wiedział, ale się przynajmniej wygadałem.
niedziela, 6 września 2009
Let it go... :#
Trochę się tu zmieniło... przede wszystkim otwieram bloga. Chyba zaczęło mi brakować kontaktu z ludźmi... otwarcie bloga zmusi mnie do pisania inaczej, i trochę innego myślenia, tudzież zmotywuję do myślenia jak należy ;3 Nie chciałbym jednak z jednej strony przestać pisać o "dupie Maryni". Chciałbym... no właściwie chcenie nie ma tutaj nic do gadania, bo skoro tka chcę to tak będzie ;3 Po lewo pojawił się poring. Postanowiłem zerwać trochę z czernią, wprowadzić tak jak było, prostotę ale i trochę kolorku ;) Dużo się jak na moja "zieloność" naszukałem, naczytałem, ale z pomocą Taty obrazek jest gdzie powinien być. I to mnie cieszy...
Moje myślenie mnie kiedyś wykończy... tudzież czasami jego brak ale to inna kwestia... otwarcie się na innych... nie wiem... w gruncie rzeczy przed chwilą napisałem Ci, że stęskniłem się za ludźmi... ale z drugiej strony strasznie ciężko się tak zupełnie otworzyć. Tak było mi wygodnie, ciepło, milusio ;<>
Ostatnio... właściwie od dawna myślę o tym czy się nie zmieniłem itp... czy jestem gorszy czy lepszy... ale ileż tak można, namyślać się jaki jest człowiek... nie powinienem po prostu żyć? Całe życie się czymś człowiek przejmuje. W tej kwestii mógłbym podjąć stanowcze kroki... nie patrzeć na innych, by nie myśleć, że ludzie patrzą na mnie.
Pewne kroki na drodze... rehabilitacji już podjąłem. Czas się narodzić na nowo !
Moje myślenie mnie kiedyś wykończy... tudzież czasami jego brak ale to inna kwestia... otwarcie się na innych... nie wiem... w gruncie rzeczy przed chwilą napisałem Ci, że stęskniłem się za ludźmi... ale z drugiej strony strasznie ciężko się tak zupełnie otworzyć. Tak było mi wygodnie, ciepło, milusio ;<>
Ostatnio... właściwie od dawna myślę o tym czy się nie zmieniłem itp... czy jestem gorszy czy lepszy... ale ileż tak można, namyślać się jaki jest człowiek... nie powinienem po prostu żyć? Całe życie się czymś człowiek przejmuje. W tej kwestii mógłbym podjąć stanowcze kroki... nie patrzeć na innych, by nie myśleć, że ludzie patrzą na mnie.
Pewne kroki na drodze... rehabilitacji już podjąłem. Czas się narodzić na nowo !
piątek, 21 sierpnia 2009
Dawno temu w Krainie Koszul
Bardzo dawno nie miałem okazji pisać po prostu tak, żeby podzielić się czymś innym niż smutki ;3
Zawsze było tak, właściwie ostatnio tak, że pisałem jak już miałem jakiś problem i nie mogłem sobie z nim zupełnie poradzić samemu. Teraz dokonałem nowego zakupu... kupiłem coś, o czym marzylem od dawna... by usiąść jak Carrie Bradshaw i po prostu pisać. Marzyłem o tym od dawna... gdy byłem dużo młodszy. Teraz po prostu powoli sobie zdaję sprawę, że na pewne rzeczy przychodzi czas... owszem trzeba dążyć do marzeń, ale jednak przychodzi czas, że wszystko w odpowiednim momencie się pojawia... tak też jest i z tym i z tamtym... na wszystko przyjdzie miejsce i czas... - na dzień dzisiejszy tak uważam.
Pozdrawiam Czesiu ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)